SPOTKANIE ZE SŁOWEM – 76/365 – WSTAŃ I CHODŹ – (J 5, 1-16)
„Wstań, weź swoje łoże i chodź!”
Pewien człowiek siedział w pustym kościele. Był bezradny, życie mu się waliło.
– Boże, nie mam już sił…
Cisza była długa. Już miał wstać, gdy promień światła padł na jego dłonie. Wtedy poczuł ciepło i spokój, którego nie umiał wyjaśnić.
W jego sercu pojawiły się słowa:
– „Nie masz sił, bo niesiesz wszystko sam.”
Mężczyzna zamknął oczy i po raz pierwszy od dawna naprawdę oddał Bogu swój ciężar.
Wyszedł z kościoła z tym samym życie, ale już nie z tym samym sercem.
Z Ewangelii: Było święto żydowskie i Jezus udał się do Jerozolimy. W Jerozolimie zaś znajduje się sadzawka Owcza, nazwana po hebrajsku Betesda, zaopatrzona w pięć krużganków. Wśród nich leżało mnóstwo chorych: niewidomych, chromych, sparaliżowanych. Znajdował się tam pewien człowiek, który już od lat trzydziestu ośmiu cierpiał na swoją chorobę. Gdy Jezus ujrzał go leżącego i poznał, że czeka już długi czas, rzekł do niego: Czy chcesz stać się zdrowym? Odpowiedział Mu chory: Panie, nie mam człowieka, aby mnie wprowadził do sadzawki, gdy nastąpi poruszenie wody. Gdy ja sam już dochodzę, inny wchodzi przede mną. Rzekł do niego Jezus: Wstań, weź swoje łoże i chodź! Natychmiast wyzdrowiał ów człowiek, wziął swoje łoże i chodził. Jednakże dnia tego był szabat. Rzekli więc żydzi do uzdrowionego: Dziś jest szabat, nie wolno ci nieść twojego łoża. On im odpowiedział: Ten, który mnie uzdrowił, rzekł do mnie: Weź swoje łoże i chodź. Pytali go więc: Cóż to za człowiek ci powiedział: Weź i chodź? Lecz uzdrowiony nie wiedział, kim On jest; albowiem Jezus odsunął się od tłumu, który był w tym miejscu. Potem Jezus znalazł go w świątyni i rzekł do niego: Oto wyzdrowiałeś. Nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło. Człowiek ów odszedł i doniósł żydom, że to Jezus go uzdrowił. I dlatego żydzi prześladowali Jezusa, że to uczynił w szabat.
Często słyszymy „Nie mam człowieka”. Ten ból dotyka niejednego z nas. Samotność, odrzucenie, narzekanie. Czekam, na dobrego człowiek, który wyciągnie mnie z kłopotów. Nie słyszę Jezusa który który mówi do mnie: „Wstań i chodź”. Nie słyszę bo słucham swojego ja. A przecież On jest bliżej, niż myślę – cierpliwy, wierny. Podaje mi rękę każdego dnia w Nim odnajduję siłę, nadzieję i światło, które prowadzi mnie dalej.
Panie prowadź Mnie swą drogą.
Fot Arif Syuhada
