Sharenting kontra prywatność. Zjawisko sharentingu, czyli udostępnianie wizerunku dziecka w sieci
Sharenting, czyli udostępnianie wizerunku dziecka w sieci przez rodziców, jest łamaniem prywatności dziecka, czy może tylko niewinnym publikowaniem skrawka życia rodzinnego? Czy dzieci podlegają ochronie wizerunku? Czym jest sharenting? Temat dzieli rodziców w sieci.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat liczba godzin, spędzanych codziennie w świecie wirtualnym, wzrosła w sposób trudny do objęcia statystykami. Trzeba mieć świadomość, że czasie doby wielu młodych spędza więcej godzin online niż offline. Popularność mediów społecznościowych dała powód do stawiania kolejnych pytań etycznych i prawnych. W dobie sztucznej inteligencji wizerunek dziecka może być wielokrotnie zmieniony i udostępniony rzeszom nieznajomych. Czasem nie przypadkiem i bez złych intencji, bo najczęściej do sieci trafiają materiały, które zamieszczają tam sami rodzice...
Czym jest sharenting? Dzieci w mediach społecznościowych
Sharenting to publikowanie przez rodziców w mediach społecznościowych wizerunku dziecka na zdjęciach, filmikach itp. Termin ten wywodzi się od angielskich słów share – dzielić się i parenting – rodzicielstwo, i określa udostępnianie przez rodziców treści związanych z życiem prywatnym i wizerunkiem ich potomstwa, poczynając od informacji o przebiegu ciąży prenatal sharenting (o płci dziecka, imieniu, badaniach prenatalnych), przez zwykły sharenting (publikowanie wizerunku, głosu, zachowań, zdjęć, ubrań, zabaw, pokoju potomstwa) do oversharentingu, który należy już do zachowań ryzykownych i niebezpiecznych w sieci, będących nadużyciem prywatności i praw dziecka (ukazujące skąpe stroje lub nagie i częściowo nagie zdjęcia, sytuacje niekomfortowe dla dziecka, płacz, złość, żartowanie z dziecka, krzywda dziecka itp.).
Prawa dziecka w cyfrowym świecie – czy można żądać ochrony prywatności od własnych rodziców? Gdzie szukać pomocy w ochronie swojego wizerunku? Social media zagrożeniem przez rozpowszechnianie krzywdzących treści
W 1991 roku Alina Margolis-Edelman założyła Fundację Dzieci Niczyje, obecnie to Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę. Dostrzegła problem i była prekursorką walki z wykorzystywaniem dzieci poprzez przemoc psychiczną, fizyczną i seksualną oraz przez wykorzystywanie wizerunku. Działania w latach '90 różniły się od obecnych. Dziś szczególnie trzeba uwrażliwiać na krzywdę w przestrzeni cyfrowej, do której codzienny dostęp mają dzieci i młodzież. Fundacja skupia się na niesieniu pomocy psychologicznej i psychoterapeutycznej, na minimalizowaniu zjawisk krzywdzenia dzieci i młodzież oraz na szeroko zakrojonej profilaktyce i uwrażliwianiu społeczeństwa na temat zagrożeń, które niesie udostępnianie wizerunku dziecka i sharenting.
Jest to zadanie trudne, a temat wysoce wrażliwy, gdyż dotyczy najbliższych z możliwych relacji: rodzic – dziecko. Granica, w której według jednych zaczyna się szkoda dla dziecka, a drugich nadal nie, jest bardzo płynna. Ma na to wpływ doświadczenie i tradycja wyniesiona z domu, specyfika danej rodziny, charaktery rodziców, ich praca i światopogląd. Tak wielu zmiennych nie da się usystematyzować. Zdecydowana większość rodziców nie ma złych intencji, zamieszczając w sieci wizerunek dziecka. Jest to forma internetowego albumu ze zdjęciami, filmami, do których (według świadomości rodziców) dostęp ma rodzina i znajomi. Prawda jest zdecydowanie bardziej bolesna. W dobie sztucznej inteligencji każde zdjęcie, przechwycone przez osobę postronną, może być kopiowane na własny użytek setki i tysiące razy, może być przeinaczane, poddane obróbce i rozesłane dowolnej grupie osób poza naszą kontrolą. Niewinne zdjęcie kilkulatka może wypłynąć za kilka lat, stając się powodem do szantażu czy mobbingu nastolatka. Rodzic musi pamiętać, że w sieci nic nie ginie, każdy plik pozostawia swój trwały ślad.
O ile malutkie dziecko nie ma świadomości obecności w Internecie, nie neguje jej i nie rozumie, o tyle starsze dziecko może odczuwać dyskomfort i niezgodę na praktykę sharentingu bez jego zgody. Ono też ma prawo do prywatności. To od rodziców zależeć będzie, czy uszanują prośbę dziecka o zaprzestanie sharentingu, czy też uznają to za fanaberię i nieposłuszeństwo, "humory" dojrzewającego dziecka. Często dziecko jest na straconej pozycji, a krzywdę wyrządza osoba najbliższa, do której powinniśmy mieć największe zaufanie – rodzic, czyli osoba która powinna stać na straży bezpieczeństwa i zapewnienia prywatności w rozwoju i wzroście własnych pociech.
Kontrowersyjne spojrzenie na sharenting – normalizacja zjawiska i wsparcie rodziców w praktykowaniu sharentingu, czyli sharenting po polsku
Burzę w sieci wywołało założenie nowej fundacji „Dzieci są z nami", która pozostaje w kontrze do założeń organizacji, przestrzegających przed zjawiskiem sharentingu. Fundacja nazywa je „środowiskami mającymi na celu wyeliminowanie wizerunku dzieci za pomocą nagonki i hejtu z przestrzeni internetowej". Fundacja „Dzieci są z nami" zapewnia wsparcie dla rodziców, decydujących się na sharenting. Celem działań jest normalizacja wizerunku dzieci, które są nieodłączną częścią rodziny w świecie rzeczywistym i wirtualnym. Według popularyzatorów tego nurtu kluczem jest karta dobrych praktyk przedstawiania dzieci w sieci oraz odpowiedzialne wprowadzanie młodzieży w świat Internetu, poruszania się w nim i pokazywania siebie.
Skąd taki kierunek i próba regulacji i normalizacji?
Rośnie liczba osób, utrzymująca się z pracy w mediach społecznościowych. Wielu spośród influenserów zbudowało profil na parentingu, czyli dzieleniu się kontentem zbudowanym na treściach rodzinnych, wychowaniu dzieci, edukacji, podróżowania z dziećmi, mody rodzinnej itp. Liczba obserwujących generuje zyski poprzez współpracę z markami dziecięcymi, produkującymi kosmetyki, pieluchy, zabawki, wózki, butelki itp. W pewnym momencie zwyczajne zdjęcia ze spaceru stają się słupem reklamowym, w którym bierze udział dziecko. Rodzice aranżują zabawy, wyjścia, sytuacje, w których mogą nagrać dziecko, spełniające warunki umowy barterowej czy współpracy reklamowej. Czy to jest jeszcze sytuacja rodzinna czy praca? Gdzie jest granica prywatności dziecka i jego udziału w pracy rodzica? Rodzi się też pytanie, ile rodzic jest w stanie pokazać, zrobić, by zyskać kolejnych obserwujących i związane z tym profity? Czasem decyzje o kolejnym dziecku podyktowane są planami prężnie działającej firmy, zbudowanej właśnie na ... wizerunku własnych dzieci.

Czy zjawisko sharentingu jest zawsze złe? Czy możliwa jest dobra praktyka sharentingu?
Trzeba wspomnieć o jeszcze jednym zjawisku sharentingu, można powiedzieć – przymusowym, gdy rodzic dla dobra dziecka jest zmuszony do wyjścia ze strefy komfortu i dzielenia się historią i wizerunkiem dziecka, na przykład w przypadku choroby i niepełnosprawności. Rodzice często stają przed wyzwaniem zebrania pieniędzy, przekraczającej ich możliwości finansowe. Tylko poprzez założenie zbiórki, apele, dzielenie się historią, są w stanie dotrzeć do wielu ludzi i prosić o wsparcie w leczeniu, operacji czy rehabilitacji. To często jest traumatyczne dla obu stron, rodzicielskiej i dziecka, gdyż w czasie nieszczęścia muszą pokazać najintymniejsze z emocji, czyli ból i strach, by mieć szansę na leczenie. W tej sytuacji sharenting jest potwierdzeniem autentyczności, próbą przebicia się w gąszczu potrzebujących, gdy czas płynie nieubłaganie.
Pozytywnym jest również sharentin misji i pasji dziecka. Młody człowiek może rozwinąć niespotykany, wyjątkowy talent. Często młodzi sportowcy czy artyści wkładają na co dzień mnóstwo pracy w treningi, w naukę, by dojść do perfekcji. Stają się pięknym przykładem wytrwałości, determinacji i dzielenie się ich sukcesami sportowymi, dziełami, pracami, tekstami, występami, w których czują się jak ryba w wodzie, staje się radością i dumą wielu kibiców, przyjaciół, rodaków.
Warto pamiętać, że wszystko, co czyni rodzic z udziałem swojego i każdego dziecka powinno bazować na wzajemnym zaufaniu, zapewnieniu bezpieczeństwa i szacunku. Istnieje wiele miejsc, gdzie kontent nastawiony jest na wartościowe treści, a wizerunek dziecka ukazywany jest w sposób symboliczny, nienachalny, dbający o komfort małego człowieka.
Jako dorośli użytkownicy mediów społecznościowych powinniśmy stać na straży praw dziecka i reagować, ilekroć widzimy nadużycie wobec małoletniego. Reagujmy na hejt dotyczący dzieci, zgłaszajmy do administratorów komentarze i krzywdzące treści. To my decydujemy, kogo obserwujemy, jakie treści wspieramy, również te, w których obecne są dzieci.
Rodzicu, zanim opublikujesz wizerunek dziecka w Internecie, wiedz, że dziecko ma prawo do niezgody na nagrywanie zdjęć i filmów, powinno mieć świadomość i wyrazić zgodę na publikację, może prosić cię o usunięcie materiałów, w których jest obecne
To twoje dziecko, największy skarb, a ślad cyfrowy, który zostaje w mediach społecznościowych może przynieść zagrożenie przez dzielenie się informacjami o dziecku, cyberprzemoc, wyciek danych osobowych, wiele innych poważnych konsekwencji natury psychicznej w przyszłości.
Zanim klikniesz „opublikuj" zastanów się, czy udostępnianie treści dotyczących dziecka gwarantuje mu prywatność i bezpieczeństwo? Czy nie ośmiesza dziecka? Czy nie stawia go w złym świetle? Czy nie jest do niczego przymuszane? Czy przedstawione sytuacje nie są nadmiernym dzieleniem się informacjami?




