„Co możesz zrobić, aby promować pokój na świecie? Idź do domu i kochaj swoją rodzinę” - Matka Teresa
piątek, 11 września 2026 Jacka, Prota, Dagny, Hiacynta

Kobiety z Kresów - LUDMIŁA POLISZCZUK

5 WRZEŚNIA 1947 ROKU W WOŁYŃSKU NA KAZACHSTANIE URODZIŁA SIĘ LUDMIŁA POLISZCZUK CÓRKA ZESŁAŃCÓW POLSKICH, PATRIOTKA, REDAKTOR DUMIESIĘCZNIKA „WOŁANIE Z WOŁYNIA”.

Była córką Józefa i Józefy Kaczorowskich. Rodzice wcześniej mieszkali w Radohoszczy Wielkiej, 25 km na południe od Ostroga. Wioska w wyniku traktatu ryski w 1921 roku, znalazła się po stronie Związku Radzieckiego, a mieszkańców zesłano na Kazachstan do Wołyńska – wówczas, rejon kielerowski, obwód kokczetawski. Tu Polacy stworzyli od podstaw osiedle, a następnie wioskę Wołyńsk (ros. Wołyńskoje).

W 1936 roku ojciec Ludmiły został aresztowany i zesłany na Sybir. Józef uciekł z łagru na Syberii i odnalazł żonę z dziećmi. Po powrocie z zesłania rodzina wróciła na Wołyń. Ludmiła przystąpiła do spowiedzi i Pierwszej Komunii Świętej w Ostrogu u Czcigodnego Sługi Bożego o. Serafina Kaszuby OFMCap. Ludmiła przez lata pracowała jako księgowa w państwowej firmie handlowej „Merkurij”. Zawsze czuła się Polką, tęskniła do Ojczyzny. Miała niesamowite zacięcie humanistyczne i dar pisania. Została sekretarzem rady parafialnej w rzymskokatolickiej parafii pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Ostrogu. W latach 1994-2018 była sekretarzem Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Ostrogskiej.

Kobiety z Kresów - ADA RUSOWICZ

czytaj więcej >>

W 1994 roku związała się z dwumiesięcznikiem „Wołanie z Wołynia”, w którym do śmierci pełniła funkcję redaktora, tłumacza i korektora. Była autorką wielu artykułów, m.in. przetłumaczyła z języka polskiego na język ukraiński „Nowennę za przyczyną Sługi Bożego ks. Władysława Bukowińskiego”. Pisała też pod pseudonimem Władysława Krynicka. Ludmiła Poliszczuk pisze we wspomnieniach: „Druga połowa trzydziestych lat była okresem terroru i swawoli stalinowskiego reżymu w wioskach obwodu chmielnickiego na Ukrainie. Głównym przejawem tej swawoli było fizyczne i duchowe niszczenie Polaków. W miejscowościach wiejskich robiono to w następujący sposób: Do rad gminnych wzywano Polaków, którzy mieli ziemię, bydło i narzędzia pracy – tzw. kurkulów (nazywano ich też „kułakami”), po czym nie wracali do domów, a ich rodziny grabowano i pastwiono się nad nimi. W krótkim czasie wywożono rodziny tych Polaków do Kazachstanu, na Syberię. Moi rodzice także żyli w strachu i trwodze, bo byli na liście „kurkulów” („kułaków”). Do rady gminnej Ojca długo nie wzywano. Jednak pewnej zimowej nocy 1936 roku do domostwa wdarło się czworo ludzi, którzy krzyczeli: Zbieraj się do rady gminnej! Ojciec odmówił, mówiąc, że jest noc, że do rady gminnej przyjdzie rankiem. Ale mu wykręcili ręce i poprowadzili pod przymusem. Na rękach u Mamy pozostała czwórka małych dzieci i jej chory ojciec. Komsomolcy zaczęli grabić i znęcać się nad rodziną. Zabrali z domu cały majątek, rzeczy, ubrania. Dzieci pozostały na ziemi w słomie przykryte kożuchem. Ale następnego dnia zdarli z dzieci i to ostatnie ubranko – kożuch. Mama i dzieci bardzo chorowali. Tamtej zimy zmarło dwoje synów i jej ojciec. Byli i dobrzy ludzie w wiosce, przynosili jedzenie i ubranie. Wiosną Mamę z dwojgiem dzieci, które cudem pozostały żywymi, wywieźli w bydlęcym wagonie do Kazachstanu”.


Pani Ludmiła byłą zamężna z Rościsławem, prawosławnego wyznania, z którym miała dwóch synów Mikołaja i Olecha. Synowie i wnukowie są praktykującymi katolikami. Starszy Mikołaj mieszka i pracuje w Polsce. W ten sposób Pani Ludmiła zrealizowała swe marzenia powrotu do Polski, chociaż mawiała, że to Polska nas zostawiła. Dbała o zrujnowane na polskim cmentarzu groby: Stefani Łykowej, nauczycielki przedwojennej Szkoły Powszechnej im Stanisława Staszica w Ostrogu i o grób swojej siostry, która utopiła się w Horyniu

Ludmiła Poliszczuk zmarła 28 lutego 2024 roku w Ostrogu nad Horyniem i spoczywa na cmentarzu przy ulicy Tatarskiej.
Wspominam dzisiaj panią Ludmiłę. Pamiętam jej obiady na plebanii w Ostrogu u księdza Vitolda-Yosifa Kovaliva, założyciela wydawnictwa „Wołanie z Wołynia”. Pani Ludmiła była osobą wrażliwą, ciepłą, o niespotykanej serdeczności.
Wieczne odpoczywanie racz jej dać Panie.

Ryszard Frącze