„Co możesz zrobić, aby promować pokój na świecie? Idź do domu i kochaj swoją rodzinę” - Matka Teresa
czwartek, 16 kwietnia 2026 Kseni, Cecylii, Bernardety

Kryzys polskości

Świat wkroczył w okres zamętu, chaosu, rywalizacji mocarstw, konfliktów handlowych, technologicznych, współzawodnictwa kosmicznego i wojen. To okres likwidacji dotychczasowego ładu międzynarodowego i rodzenia się w bólach nowego porządku, który po okresie zmiany ośrodków siły, powstaje najczęściej w rezultacie wojen. Świat wkroczył w okres wojenny, który będzie trwał przynajmniej kilka dekad. Tę nową "wojnę trzydziestoletnią" rozpoczął atak Rosji na Ukrainę i najprawdopodobniej pociągnie za sobą różne lokalne konflikty, "proxy wars" także na innych kontynentach. Ta wojna może, choć nie musi, przekształcić się w konflikt globalny. To czas niebezpieczny dla całego świata, ale szczególnie dla Europy, która choć jest jeszcze bogata, to systematycznie traci nie tylko swą pozycję ekonomiczną w gospodarce światowej, ale przede wszystkim pogrąża się w rozkładzie społecznym, moralnym, kulturowym i w konsekwencji politycznym. Trudno jest dziś przewidzieć jak skończy się ten narastający konflikt światowy, ale jedno jest pewne, że Europa wyjdzie z niego przegrana. Unia Europejska jest bowiem ślepą uliczką prowadzącą narody europejskie na manowce, skutkujące już dziś zastojem gospodarczym, porażką w wyścigu technologicznym, kryzysem demograficznym, kolonizacją przez ludność innych kontynentów i utratą podmiotowości w stosunkach międzynarodowych. Ten kryzys prowadzi do wewnętrznych konfliktów, które pogłębią jej gospodarczy i polityczny upadek. W miarę upływu czasu klęska Europy, już dziś widoczna przede wszystkim w wymiarze gospodarczym i technologicznym, będzie coraz bardziej dotkliwa.

 

Skaza Prawna

czytaj więcej >>

Te procesy prowadzące do degradacji naszego kontynentu nie ominą także Polski. Choć jeszcze przez kilka lat polska gospodarka będzie się rozwijać, to katastrofa demograficzna doprowadzi do zastoju, a potem do głębokiego kryzysu i upadku polskiej gospodarki. Te procesy są zasadniczym wyzwaniem przed naszym narodem i od odpowiedzi na nie zależy przyszłość nie tylko naszego kraju, ale i przynajmniej naszej części kontynentu. Aby odpowiedzieć na to wyzwanie należy przede wszystkim je zdefiniować. Bowiem wymiar demograficzny, ekonomiczny, społeczny czy polityczny zależy przede wszystkim od wymiaru duchowego. Bo wbrew prymitywnej teorii marksistowskiej, to nie baza determinuje - choć ma wpływ - świadomość i zachowanie narodów, ale przede wszystkim wymiar duchowy, wyrażający się w religii i kulturze, kształtuje postawę człowieka wobec rzeczywistości, co w konsekwencji rzutuje na kształt odpowiedzi narodów, także na wyzwania ekonomiczne, demograficzne, czy polityczne.

 

Otóż u podstaw obecnego kryzysu Europy, w tym kryzysu Polski, jest przede wszystkim kryzys duchowy, religijny i kulturowy, kryzys samych podstaw tożsamości europejskości i polskości. To ten kryzys objawiający się w sekularyzacji, laicyzacji i ateizacji współczesnej kultury, prowadzi do wykorzenienia kulturowego, rozkładu patriotyzmu i więzi społecznych, patologii rozwodowej, mordowania dzieci nienarodzonych, spadku dzietności, kryzysu migracyjnego i w konsekwencji do degradacji ekonomicznej oraz upadku narodów i państw. To właśnie kryzys duchowy, utrata własnej tożsamości, celu i sensu własnego istnienia, leży u źródeł kryzysu współczesnej Europy. Europa traci swoją tożsamość, niszczy swoje dziedzictwo kulturowe i popełnia cywilizacyjne samobójstwo. Choć wyzwania gospodarcze, technologiczne, militarne i polityczne mają pewną swoją autonomię, to nie ulega wątpliwości, że bez przezwyciężenia kryzysu duchowego nie można skutecznie odpowiedzieć na wyzwania znajdujące się w sferze życia społeczno-politycznego.

 

Dlatego warto prześledzić mechanizmy kształtowania się tego kryzysu w Polsce, tym bardziej, że, choć ma on istotne „styczne” z kryzysem kulturowym współczesnej Europy, jest on także zjawiskiem odrębnym i swoiście polskim. Klęska Polski w II wojnie światowej i zniewolenie naszego kraju przez sowiecki komunizm prowadził do destrukcji naszego etosu narodowego. Przede wszystkim komunizm wyniszczył patriotyczne polskie elity, jako przywódczą warstwę społeczną, definiującą naszą tożsamość kulturową i interesy polityczne. Byłyby to grupy zdolne do przeciwstawienia się komunistycznemu zniewoleniu i zachowania naszej kulturowej, religijnej oraz narodowej tożsamości. To nie tylko wywłaszczenie ziemiaństwa i polskich przedsiębiorców, pozbawiające tradycyjne elity ich zaplecza materialnego, czy likwidacja elit wojskowych i politycznych, ale także cała inżynieria społeczna prowadząca do ukształtowania tzw. "nowych elit", zastępujących dotychczasową warstwę przywódczą naszego narodu, nie tylko w wymiarze politycznym, ale także kulturowym i społecznym. Jedynie Kościołowi udało się, choć nie bez strat, uchronić mechanizm kształtowania własnych elit. Komunizm zablokował reprodukcję dotychczasowej elity narodowej, a jej niedobitki były likwidowane, korumpowane i usuwane z życia ówczesnej Polski, tak aby nie były one w stanie kształtować świadomości narodowej i postaw Polaków. W jej miejsce zainstalował, nie tylko w wymiarze władzy państwowej, ale także w wymiarze kulturowym i społecznym „elitę” komunistyczną, często żydowskiego pochodzenia. Nauki, zwłaszcza humanistyczne, filozoficzne, prawne, społeczne czy ekonomiczne, zostały poddane silnej, ideologicznej presji marksistowskiej. Indoktrynacja marksistowska była obowiązkowa i dostarczała podstawowych pojęć postrzegania rzeczywistości oraz objęła cały proces nauczania. Im wyższą otrzymywano edukację, tym silniej poddawano presji ideologicznej warstwy wykształcone. Stworzono specjalne ścieżki tworzenia „nowych elit”, jak na przykład szkoła Duracza, której reprezentanci stali się „autorytetami” w środowisku prawniczym, a koncepcje prawa jako instrumentu sprawowania władzy stały się podstawą rozumienia prawa w świecie już postmarksowskim. A w naukach humanistycznych marksizm stał się nowym paradygmatem naukowym. Nauki humanistyczne, filozoficzne, prawne i społeczne zostały przeorane przez adeptów marksizmu. I choć później odrzucono cytowanie „klasyków”, to jednak ich spuścizna intelektualna głęboko zapuściła korzenie na polskich uniwersytetach. Także marksistowski determinizm historyczny zakorzenił się znacznie głębiej w świadomości społecznej, niż skłonność do cytowania „autorytetów” diamatu. Kształtowanie „nowych elit” i świadomości społecznej opierano przede wszystkim na wykorzenieniu kulturowym i moralnym z polskiego dziedzictwa, które dezawuowano i ośmieszano. To ta „elita”, dzięki instrumentom totalitarnego państwa, zdominowała życie kulturowe naszego narodu. Nie była to dominacja wynikająca z twórczej konkurencji, ale z przemocy wobec wszystkich środowisk będących nośnikiem polskiej tożsamości i polskiego patriotyzmu. Zaś warstwy ludowe uzyskujące wykształcenie wyższe nie miały szans asymilacji kulturowej do elit, jak to miało miejsce przed wojną, a w miejsce starej formy asymilacji kulturowej trafiały na indoktrynację i asymilację do nowego aparatu władzy, z jej wykorzenieniem kulturowym i antypolskim urazem. Stare elity, zwłaszcza naukowe, choć egzystowały w sposób szczątkowy na marginesie życia naukowego, to nie miały możliwości własnej reprodukcji. „Nowe elity” kształcone w latach 50-tych i latach późniejszych były znacznie bardziej przesiąknięte zarówno popularnym marksizmem, jak też oportunizmem, cynizmem i materializmem, charakterystycznym dla „człowieka sowieckiego”. Brak charakteru, wykorzenienie kulturowe z polskiego dziedzictwa, czy cynizm były cechą szczególną „nowych elit”. Były to „elity” formalnie posiadające kwalifikacje naukowe, ale bez całej formacji kulturowej, moralnej i społecznej, charakterystycznej dla starych elit. Ich bagaż intelektualny ograniczał się tylko do umiejętności zawodowych i znajomości „diamatu”, tak potrzebnego do awansowania w nowym systemie. Ale umiejętności zawodowe nie decydują ani o celu i sensie życia jednostkowego, ani tym bardziej wspólnotowego. Elity muszą rozwijać sprawności zawodowe, ale one są podporządkowane wartościom narodowym i religijnym, tworzącym tożsamość narodową i definiującym interes narodowy. Już samo wykorzenienie prowadziło do banalizacji i wyjałowienia twórczości kulturowej. Trwałe wartości kulturowe buduje się bowiem na silnej tożsamości własnej kultury. Wykorzenienie co najwyżej prowadzi do drwiny i parodii z kulturowego dziedzictwa, ale nie do trwałych wartości. Trzeba wiedzieć kim się jest, jakie ma się korzenie i dopiero na tym fundamencie tworzyć kulturę współczesną. Wykorzenienie bowiem kształtuje postawy zewnątrz sterowne, niesamodzielne intelektualnie i podatne na wpływy, prowadzące do imitacji i szukania różnych namiastek, które maja wypełnić pustkę duchową. Stąd podatność na różne pseudointelektualne mody i małpowanie tych, którzy w danym momencie są najbardziej popularni. Wykorzenienie kulturowe i „ukąszenie” heglowskie prowadziło do dominacji myślenia ideologicznego nad realistycznym rozpoznaniem rzeczywistości. Poszukiwanie prawdy zastąpiono indoktrynacją. Stąd popularność różnych nurtów intelektualnych wywodzących się z ideologicznych założeń, a nie z realistycznego odkrywania rzeczywistości. Zwłaszcza na uniwersytetach pracownicy naukowi stali się bojownikami nowych ideologii: genderyzmu, feminizmu, klimatyzmu oraz podobnych wariactw lewicowych. Oportunizm, tak charakterystyczny dla „intelektualistów” czasów komunistycznych, wraz z pustką duchową, prowadził do postaw satelickich, tak charakterystycznych w stosunku do nowych hegemonów kulturowych i politycznych. Brak samodzielności intelektualnej skutkował brakiem podmiotowości politycznej. Zewnątrzsterowność i imitacja są najbardziej charakterystycznymi cechami postkomunistycznych elit społecznych. To nie ma nic wspólnego z otwartością na inne doświadczenia. Jest tylko małpowaniem i szukaniem uznania u tych, których się naśladuje. Stąd w znacznej mierze współczesną polska kulturę cechuje imitacjonizm, a nie poszukiwanie twórczych rozwiązań artystycznych i kulturowych. W wymiarze politycznym ta postawa zewnątrzsterowna prowadzi do zachowań satelickich, skutkuje brakiem podmiotowości intelektualnej i myślenia samodzielnego, ale przede wszystkim rezygnacją z myślenia strategicznego, myślenia długofalowego w kategoriach dobra wspólnego i samodzielnego szukania odpowiedzi na wyzwania współczesności.

Ziemie Odzyskane

czytaj więcej >>

To wykorzenienie prowadzi też do kultu „profesjonalizmu” jako jedynej kwalifikacji, dzięki której środowiska ukształtowane w komunizmie, i ich następcy, roszczą sobie prawo do dominującej społecznie pozycji. „Profesjonalizm” ma zastąpić formację kulturową i moralną. Przed wojną specjaliści, którzy nie posiadali kulturowej formacji byli nazywani półinteligentami. Dziś jest jeszcze gorzej, bo to są najczęściej ćwierćinteligenci. Stąd dziś ten kult „profesjonalizmu”, który ma zastępować formacje kulturową i patriotyzm. Wykorzenienie narodowe i moralne czyni ich podatnymi na zewnętrze wpływy, tym bardziej jeżeli z nimi wiążą się gratyfikacje finansowe w postaci zatrudnienia w zagranicznych spółkach, zagraniczne granty, czy z uznaniem zewnętrznych ośrodków opiniotwórczych, a zwłaszcza politycznych. Postawa ta tworzy przestrzeń do kolonizacji intelektualnej przez zewnętrzne ośrodki pracujące na potrzeby własnych państw. Zagraniczne fundacje finansują różnorakie działania, które mają na celu destrukcję katolickiej tożsamości naszego kraju i destrukcję patriotyzmu. Najbardziej jest to widoczne w działalności niemieckich fundacji finansujących regermanizację tożsamości kulturowej Ziem Zachodnich. Nie tylko finansują prace badawcze promujące niemiecką tożsamość tych ziem, ale także włączają w tę antypolską działalność środowiska samorządowe i literackie. Nie buduje się polskiej tożsamości tych ziem, a podkreśla się ich niemiecki charakter. To m.in. dlatego w tym roku nie obchodzi się 80-lecia odzyskania tych Ziem. Szeroki zagraniczny strumień finansowy w sposób istotny kształtuje tożsamość Ziem Odzyskanych pogłębiając procesy wykorzenienia i kulturowego wynarodowienia. Skłonność do korzystania z zagranicznych funduszy uwidacznia zjawisko sprzedajności „nowych elit”.

„Profesjonaliści” są w znacznym stopniu odpowiednikiem burżuazji kompradorskiej w byłych koloniach i państwach kolonialnych. Burżuazja kompradorska, czerpiąca swój prestiż z nadania metropolii kolonialnych, a składającą się z lokalnych „profesjonalistów” działa w imieniu i na rzecz swych mocodawców. Stąd tak charakterystyczna postawa pogardy menadżerów zatrudnionych w zagranicznych korporacjach wobec aspiracji społecznych i ekonomicznych pozostałych pracowników. Ta postawa służalczości wobec nowych hegemonów współczesnego świata ma im zapewnić trwałą dominację w „tym kraju”. Stąd się biorą ekonomiści gardłujący za likwidacją barier ochronnych polskiej przedsiębiorczości, czy ambasadorowie występujący w obronie obcych interesów. Stąd też podatność na respektowanie zewnętrznych interesów, kosztem budowy polskiej wspólnoty narodowej i jej siły.

Ta warstwa, która była najważniejszym nośnikiem polskiej tożsamości, wyznaczała charakter polskiego patriotyzmu i definiowała naszą tożsamość oraz interes narodowy w wymiarze społecznym, w okresie PRL-u prawie przestała istnieć. Zaś „nowa elita’, po upadku komunizmu w stosunkach zewnętrznych przyjęła satelicka postawę, tym razem wobec naszych zachodnich sojuszników. Oni mieli bowiem wyznaczać teraz „bieg historii”, a nam jedynie pozostało, tak jak za komuny, dostosować się do tego biegu. Stąd brak podmiotowości intelektualnej prowadził w stosunkach międzynarodowych do rezygnacji z samodzielnego definiowania naszych celów geostrategicznych i ekonomicznych. Brak myślenia strategicznego, dotyczącego przyszłości naszego kraju, stał się obowiązującą postawą polityczną, wyrażającą się w dogmacie „integracji”. Integracja zaś oznaczała, że myślenie strategiczne przynależy do hegemonów „integracji”. To nie my mamy samodzielnie definiować wyzwania, zarówno szanse i zagrożenia, i na nie szukać samodzielnie odpowiedzi, ale mamy przyjmować to, co oferuje hegemon, któremu podporządkowaliśmy naszą teraźniejszość oraz naszą przyszłość. „Integracja” stała się intelektualnymi „kajdanami”, które powstrzymywały nas od samodzielnego myślenia i samodzielnego decydowania o naszej przyszłości i naszej polityce. Jest ona najsilniejszym wyrazem zewnątrzsterownosci naszego narodu.

„Pieniądz nie ma narodowości” stało się hasłem przewodnim „nowych elit” w akceptacji kolonizacji gospodarczej naszego kraju. Zaś w świadomości politycznej myślenie w kategoriach partyjnych zastąpiło myślenie w kategoriach dobra wspólnego. I nawet upadek komunizmu nie zmienił tych postmarksowskich przyzwyczajeń moralnych i intelektualnych, bo prawie wszystkie instytucje, które są organizacyjnym zapleczem elit, pozostały praktycznie nienaruszone. Ten brak radykalnej przebudowy instytucji państwowych stał się istotną barierą odbudowy elit narodowych. Bowiem instytucje zdominowane przez socjalistycznego chowu „elitę” prowadziły nadal politykę satelicką wobec nowych hegemonów oraz kontynuowały politykę faktycznej dezintegracji polskiego patriotyzmu. Stworzenie nowych instytucji jest bowiem warunkiem ukształtowania nowego, a w tym wypadku odbudowy, starego etosu narodowego w poszczególnych dziecinach życia społecznego i politycznego. Instytucje są bowiem organizacyjnym zapleczem elit, i poprzez przekazywanie instytucjonalnej pamięci działania na rzecz interesu narodowego, wytwarzają trwałe predyspozycje i postawy wśród swych adeptów. Unarodowienie instytucji państwowych oznacza bowiem unarodowienie państwa, uczynienie państwa własnym, za które my ponosimy odpowiedzialność i które nam Polakom przede wszystkim służy za dom i ochronę. To unarodowienie instytucji oznacza odzyskanie panowania nad własnym losem, to przywrócenie wewnątrzsterowności naszego narodu. Natomiast „nowe elity” kontynuując etos poprzedniego państwa socjalistycznego, traktują go jako część większej całości, którego centrum decyzyjne znajduje się poza Polską. Elity te nie są zdolne intelektualnie i moralnie do kształtowania tradycyjnej tożsamości narodowej, zakorzenionej w chrześcijaństwie, ani też do definiowania interesów polskiej polityki narodowej. Kontynuują one bowiem tradycje postmarksistowskiej indoktrynacji uderzającej w wartości narodowe i w patriotyzm jako nośników swoistego „rasizmu”, jak to określiła „Gazeta Wyborcza”. A polskość to „nienormalność”. Kategoria zaś interesu narodowego jest w najlepszym razie limitowana interesami nowych hegemonów. Po prostu chrześcijańska tożsamość kulturowa oraz myślenie w kategoriach narodowych nie mieści się w ukształtowanych przez popularny marksizm pojęciach intelektualnych. Nie są to elity narodowe, ale w znacznej mierze „elity” antynarodowe. Gdy świat wkracza w nowy przełomowy okres, w którym będzie wykuwana jego przyszłość, brak narodowej elity skazuje nasze państwo na rolę przedmiotu, a nie podmiotu historii i polityki. Zewnątrzsterowność i brak narodowej elity zagraża zupełnemu uprzedmiotowieniu naszego narodu i jego fundamentalnych interesów. Kilkadziesiąt lat od upadku komunizmu polskie życie publiczne, zarówno kulturowe, społeczne, jak i polityczne, nadal znajduje się pod ciężarem subkultury socjalistycznej. Odbudowa elit narodowych jest warunkiem nie tylko przywrócenia wewnątrzsterowności naszego narodu, ale także warunkiem, zarówno rozwoju gospodarczego, który nie zadawala się postkolonialnym rozwojem zależnym, jak i samodzielności politycznej, zrywającej z dziedzictwem postaw satelickich. Jest warunkiem naszej podmiotowości i wolności.

Warunkiem usankcjonowania „nowych elit” w świadomości społecznej była konieczność indoktrynacji całego społeczeństwa w zakresie kształtowania sposobu myślenia i tworzenia siatki pojęciowej, przy pomocy której postrzegamy rzeczywistość. W przeciwnym razie społeczeństwo, nawet pozbawione własnych elit, stosunkowo szybko by je odtworzyło. Tak jak żołnierze AK i NSZ, pozbawieni oficerów, po wkroczeniu Sowietów do Polski w 1944 roku, samorzutnie podjęli wysiłek samoobrony polskiego społeczeństwa przed komunizacją. Tylko degradacja intelektualna całego społeczeństwa, poprzez wykorzenienie kulturowe i dezintegrację patriotyzmu jak najszerszych warstw społecznych, mogło zapewnić w długim okresie dominację „nowym elitom” w polskim życiu publicznym. Dlatego zniewolenie edukacyjne, już na poziomie kształtowania podstawowych kategorii poznawczych i pojęciowych, pojęć dotyczących dobra wspólnego, patriotyzmu, kategorii dobra i zła, miało zapobiec odbudowaniu elit myślących w kategoriach narodowych i zdolnych do przeciwstawienia się tej postmarksistowskiej „nowej elity” i jej dominacji w życiu publicznym oraz intelektualnym. Cały naród, a zwłaszcza młode pokolenia, został poddany tej niszczącej presji ideologicznej „socjalistycznego wychowania”. Ta „socjalistyczna edukacja”, poprzez wykorzenienie kulturowe i moralne, prowadziła do osłabienia etosu narodowego, do swoistego wynaradawiania młodego pokolenia, osłabienia jego moralnych więzi z własnym narodem. Ograniczała nie tylko tradycyjną tożsamość kulturową, ale także pozbawiała dumy i przywiązania do własnego narodu. I choć nie była w stanie narzucić komunistycznej narracji, tak sprzecznej z bezpośrednim doświadczeniem życia, to jednak nie pozostała bez wpływu na sposób myślenia pokoleń poddanych presji ideologicznej. Limitowała bowiem tożsamość narodową do „socjalistycznych” treści. Polityka indoktrynacji i blokowania reprodukcji tradycyjnych elit do tej pory nie została nie tylko przezwyciężona, ale w wielu wymiarach jeszcze bardziej uległa pogłębieniu. Na przykład skutki „edukacji wstydu” są dziś znacznie bardziej rozpowszechnione, niż miało to miejsce przed upadkiem komunizmu. Odbudowa tradycyjnych elit jest możliwa, gdy naród ma silną tożsamość kulturową i moralną. Budowa elit to nie tylko osiągnięcie określonych sprawności intelektualnych, ale przede wszystkim odbudowa etosu narodowego, to budowa silnej kulturowo tożsamości narodowej, dumy z własnego narodu i gotowości do poświęceń w imię jego dobra i wolności. To ponowne unarodowienie naszego narodu. Elity są bowiem wyrazicielem i kodyfikatorem etosu narodowego, który, aby się rozwijał, musi mieć mocne oparcie w całym społeczeństwie. Natomiast zarówno polityka państwa komunistycznego, jak i dominujące trendy cywilizacyjne po upadku komunizmu, uderzały z całą mocą właśnie w etos i tożsamość narodową. Dezintegracja tożsamości kulturowej narodu jest bowiem najskuteczniejszą barierą w procesie blokowania odtworzenia narodowych elit.

Ucieczka od wolności

czytaj więcej >>

Otóż nasza kulturowa tożsamość jest zbudowana na katolicyzmie. Jest on nie tylko wyznaniem przeważającej części polskiego społeczeństwa, ale jest fundamentem naszej tożsamości i stanowi swoiste DNA polskiej kultury oraz polskiej świadomości narodowej. Jest najważniejszym dziedzictwem normującym nasze pojęcia moralne, ideały i wartości kulturowe. Właśnie nasz charakter narodowy został bowiem ukształtowany przez dziedzictwo moralne i intelektualne polskiego katolicyzmu. Bez przyjęcia chrześcijaństwa nie powstałby w ogóle naród polski, a plemiona słowiańskie żyjące pomiędzy Odrą a Bugiem uległyby germanizacji lub wpływom ruskim. Kościół katolicki stał się kręgosłupem polskiej państwowości, a katolicyzm podstawowym kodem kulturowym naszej tożsamości. Wszystko to, co w naszej przeszłości było wartościowe i cenne, z czego my Polacy możemy być dumni i czym żywi się dotychczas polska kultura, pochodzi z tradycji chrześcijańskiej. Katolicyzm stał się najbardziej fundamentalną i najsilniejszą więzią spajającą nasz naród. I w tą tożsamość kulturową była wymierzona zarówno działalność państwa komunistycznego, jak i ukształtowanej w komunizmie „elity intelektualnej”, społecznej i medialnej, z „Gazetą Wyborczą” i jej pochodnymi mediami na czele.

W historii naszego narodu mieliśmy do czynienia z zasadniczymi kryzysami polskości, które zagrażały spójności i podstawowym wyznacznikom naszej tożsamości. Z pewnością takim kryzysem była reformacja, oświecenie, pozytywizm, czy w mniejszym zakresie „mała stabilizacja” epoki gomułkowskiej. Wszystkie one zagrażały naszej tożsamości, ale wszystkie zostały przezwyciężone. Wydaje się, że kryzys którego obecnie jesteśmy świadkami, jest zagrożeniem znacznie głębszym i groźniejszym w swoich konsekwencjach. Tym bardziej, że, połączony z globalnym kryzysem systemu międzynarodowego i upadkiem cywilizacji chrześcijańskiej, na naszym kontynencie zagraża nie tylko istnieniu polskiej elity narodowej, ale samemu istnieniu naszego narodu.

Już pobieżna obserwacja życia publicznego w Polsce uwidacznia głęboki kryzys religijności, zwłaszcza w młodym pokoleniu, upadek znaczenia wartości patriotycznych, przywiązania do własnego kraju, rozkład kodu kulturowego kształtowanego poprzez stulecia, wykorzenienia kulturowego, zaniku moralnych powinności wobec rodziny, narodu i własnego państwa. W istotnym wymiarze obecny kryzys religijny, jak i kryzys patriotyzmu, a nawet polskości, ma także swoje korzenie w komunizmie. Bo choć system ten nie zlikwidował wiary, to jednak propagowanie „socjalistycznych” wzorców zachowań prowadziło także do katolicyzmu „bezobjawowego” w wymiarze moralnym i społecznym. A to już wstęp do laicyzacji życia duchowego. Tym bardziej, że indoktrynacja prowadziła do upowszechnienia kategorii intelektualnych, w których nie było miejsca na doświadczenie transcendencji. A to prowadzi do irracjonalizmu i swoistego prymitywizmu duchowego. Odpowiedzią na ten prymitywizm był też po stronie Kościoła swoisty fideizm, a nie intelektualna odpowiedz na manowce logiczne i intelektualne świata bez Boga. To była największa słabość polskiego Kościoła, że nie potrafił odpowiedzieć na wyzwania współczesności w wymiarze intelektualnym, pomimo ogromnego dorobku myśli katolickiej, której nie potrafił upowszechnić. Zadawalał się popularnością „polskiego papieża”, a nie słabościami polskiego postkomunistycznego katolicyzmu. A przecież w kategoriach marksistowskich pojęć intelektualnych zostały ukształtowane całe pokolenia. Wykorzenienie kulturowe i narodowe prowadzi do pustki duchowej i i skłonności do akceptacji różnych mód i duchowych erzaców. Stąd popularność, zwłaszcza wśród wykorzenionych warstw wykształconych, genderyzmu, feminizmu oraz aprobata dla dewiacyjnych zachowań. Te ideologie zapełniały pustkę wytwarzaną przez sekularyzację wartości oraz pogłębiały proces kulturowego i religijnego wykorzenienia.

Kryzys świadomości katolickiej po okresie komunistycznym, a wyrażający się w erozji moralnych powinności wobec wspólnot, w których żyjemy, prowadzi do pogłębienia kryzysu patriotyzmu, wyrażającego się w odrzuceniu moralnej nadrzędności dobra wspólnego jako postawy wobec własnego narodu, na rzecz preferencji swoiście kibicowskiej mentalności nadrzędności lojalności wobec partii, kosztem lojalności wobec wspólnoty narodowej. To skutkuje przekładaniem lojalności partyjnej nad lojalnością narodową. To także pozostałość mentalna komunizmu, mówiąca o nadrzędnej roli partii komunistycznej. Ten nawyk komunistyczny spotkał się z erozją postaw powinnościowych wobec własnej wspólnoty narodowej, tradycyjnie kształtowanej przez kulturę katolicką. Religia bowiem jest czynnikiem integrującym naród, zarówno na poziomie tożsamościowym, jak i społecznym. Co więcej w społecznościach, w których zanika świadomość transcendencji, zanika świadomość celów wykraczających poza doczesne życie. W takich społeczeństwach zanik transcendentnego celu i sprowadzenie celu oraz sensu życia wspólnoty, jedynie do materialnej rzeczywistości, prowadzi zawsze nie tylko do obniżenia ideałów, ale przede wszystkim do poczucia braku sensu istnienia własnego narodu oraz jego dezintegracji. Naród bowiem, aby żyć i rozwijać się, musi mieć ideały wykraczające poza doczesność, musi patrzeć w przyszłość poza granice istnienia jednostkowego. Musi mieć ambicje zaznaczenia swego śladu w historii i swego wkładu w rozwój ludzkości. Bez postawy religijnej, usensowniającej transcendentny cel życia, taka postawa w dłuższej perspektywie nie jest możliwa. To właśnie religia usensownia cel życia i istnienia narodów. To wartości religijne są najważniejszym drogowskazem rozwojowym narodów. Laicyzacja jest zasadniczym czynnikiem osłabienia patriotyzmu i kryzysu polskości.

Oprócz polityki wymiany elit i zwalczania tożsamości katolickiej, komunizm prowadził do praktycznej likwidacji polskiego patriotyzmu. Walka z katolicyzmem w wymiarze intelektualnym pozbawiała bowiem patriotyzm jego wymiaru moralnego i intelektualnego, prowadziła do erozji powinności moralnych wobec wspólnot, w których żyjemy, przede wszystkim wobec naszego narodu. W praktyce wyrażało się to w odrzuceniu nadrzędności powinności moralnych wobec dobra wspólnego, na rzecz postaw egoistycznych i partyjnych. Pozostałością mentalną komunizmu jest zrelatywizowanie interesu narodowego na rzecz interesu partyjnego. Tego typu postawa wyraża się w intensyfikacji konfliktów partyjnych, bez żadnego odniesienia do interesu narodowego, co czyni nasz kraj areną zwalczających się koterii partyjnych, dla których dobro wspólne jest zredukowane jedynie do żetonu we wzajemnej walce o władzę. Tego typy postawy są charakterystyczne dla społeczeństw o bardzo zerodowanej więzi narodowej. „Dobro wspólne”, wymagające czynnego zaangażowania, zastępowano swoistą postawą kibicowską, wyrażająca się tylko w emocjonalnych postawach, a nie w czynnym zaangażowaniu po stronie dobra wspólnego. Mentalność utożsamiania się z interesem partyjnym przeważyła nad myśleniem wspólnotowym. To także nawyk postkomunistyczny. Komunizm lansował tzw. patriotyzm socjalistyczny, który był zaprzeczeniem patriotyzmu. Ale wywoływał, zwłaszcza w młodych pokoleniach, które nie przeszły wychowania w patriotycznej szkole przedwojennej, czy nie wyniosły formacji patriotycznej z domu, odruch emocjonalnej niechęci nie tylko wobec socjalizmu, ale także patriotyzmu. I choć dzięki doświadczeniu rodziców ta anypatriotyczna emocja nie była silna, to jednak wyraźnie występowała wśród pokoleń wychowanych pod socjalistycznym butem. W praktyce patriotyzm został sprowadzony, w najlepszym razie, tylko do poziomu emocjonalnego, do taniego sentymentalizmu, objawiającego się prawie wyłącznie w manifestacjach sportowych. Zaś ideologiczne utożsamianie patriotyzmu, ale także instytucji państwowych z socjalizmem, prowadziło do emocjonalnej dyskredytacji, zarówno patriotyzmu jak i wartości własnego państwa. W ten sposób kształtowały się często silne sentymenty antypaństwowe, anarchistyczne i egoistyczne, np. emocje antymilitarne, bo wojsko było filarem systemu komunistycznego. Dobrze to widać w praktyce sądowej, która wyraża się brakiem lojalności wobec wartości niepodległego państwa polskiego. W praktyce prowadziło to do zohydzenia patriotyzmu w części opinii publicznej, co pogłębiało jeszcze bardziej kompleks wobec Zachodu i wiązanie polskości z zacofaniem, spowodowanym totalitaryzmem komunistycznym. Nienawiść do polskości skutkuje dziś wzrastającą niechęcią do polskości i wstydem z faktu bycia Polakiem, co potwierdzają badania demoskopijne. Wykorzenienie intelektualne z polskiego dziedzictwa patriotycznego, sprowadzenie patriotyzmu tylko do wymiaru emocjonalnego prowadziło do erozji postaw dumy i przywiązania do własnego narodu. Ale najistotniejszy wpływ państwo totalitarne miało na zachowania społeczne. Otóż unarodowienie mas ludowych w XIX i XX wieku prowadziło przede wszystkim do uświadomienia istnienia powinności narodowych. Powinności wobec własnego narodu, konieczności odzyskania własnego państwa, obrony religii katolickiej, obrony interesów ekonomicznych i społecznych. Patriotyzm utożsamiony został z „polskimi obowiązkami” wobec własnego narodu. Otóż w komunizmie dozwolone było tylko to, co było nakazane. Wszystko inne było zakazane. W ten sposób w komunizmie wychowano całe pokolenia, które nie miały możliwości samodzielnego i spontanicznego działania na rzecz własnej Ojczyzny. W ten sposób wychowały się pokolenia bez świadomości „polskich obowiązków”. Doprowadzono w ten do powstania swoistego patriotyzmu bezobjawowego. Z faktu bycia Polakiem przestało cokolwiek wynikać. Zanik powinności narodowych to przejaw istotnego uwstecznienia procesów narodowotwórczych i redukcji naszej wspólnoty narodowej jedynie do emocjonalnie definiowanej tożsamości.

Państwo totalitarne, likwidujące własność prywatną, doprowadziło do głębokiej niewydolności ekonomicznej. Pauperyzacja polskiego społeczeństwa oraz świadomość poziomu życia w państwach tzw. kapitalistycznych, i wolności panującej w tych krajach, doprowadziła nie tylko do upowszechnienia postaw ukrytej opozycji wobec „socjalizmu”, ale także do powstania powszechnego kompleksu niższości wobec świata zachodniego. Ten kompleks miał wyraźnie negatywny wpływ na poczucie własnej narodowej wartości i prowadził nie tylko do chęci emigracji oraz identyfikacji kulturowej ze społeczeństwami zachodnimi, ale także pogłębił w wymiarze społecznym skłonność do postaw satelickich. Pragnienie przyłączenia do państw zachodnich i uznania ich hegemonii, zarówno ekonomicznej, społecznej, jak i kulturowej i politycznej, wzmacniało skłonność do rezygnacji z własnej podmiotowości oraz do uznania państw zachodnich za reprezentantów także polskich interesów. Ta naiwność była rezultatem, zarówno ignorancji wobec interesów poszczególnych państw, jak i przerwy wielopokoleniowej w prowadzeniu własnej narodowej polityki. Była też wyrazem braku istnienia polskiej elity narodowej, zdolnej do definiowania naszej tożsamości i naszych interesów oraz do przekonania większości naszego narodu do jej kulturowego i politycznego przywództwa. W praktyce była to postawa gotowości rezygnacji z własnej podmiotowości i tożsamości na rzecz przyłączenia do „zachodniej wspólnoty”. Kompleks niższości sprzyjał także gotowości do bezrefleksyjnej akceptacji wszelkich wpływów kulturowych i politycznych płynących do nas z Zachodu. Zaś myślenie podmiotowe, niepodległościowe, zostało w znacznej mierze zastąpione myśleniem satelickim, „europejskim”, co samo w sobie jest zaprzeczeniem cywilizacji europejskiej. To kolejny wyraz uwstecznienia procesów narodowotwórczych.

Już Arystoteles zauważył, że człowiek jest istotą społeczną i polityczną. To znaczy, że naród (choć w czasach Arystotelesa nie występowała jeszcze kategoria narodu, zastępowana przez kategorię polis) jest najważniejszą płaszczyzną rozwoju osobowego jednostki, zarówno w wymiarze duchowym, kulturowym, ale także społecznym czy ekonomicznym. Jego degradacja prowadzi nieuchronnie nie tylko do degradacji państwa i społeczeństwa, ale także degraduje jednostki. Zaś istnienie elity, rozwijającej kulturę narodową i definiującej interes narodowy jest warunkiem dojrzałości oraz rozwoju jednostek i każdej wspólnoty narodowej. Nie ma sprzeczności pomiędzy rozwojem narodowym, a rozwojem jednostkowym. Lewicowe nurty, atakujące znaczenie więzi narodowej, są destrukcyjne nie tylko dla państw i narodów, ale także dla jednostek i rodzin. Są zagrożeniem dla rozwoju narodów. Poza przypadkami jednostkowymi, to rozwój narodowy warunkuje rozwój i prosperity zarówno jednostek, jak rodzin, a także wszystkich grup społecznych w państwie. Dlatego odbudowa narodu, przezwyciężenie kryzysu patriotyzmu i kryzysu polskości, jest warunkiem naszego rozwoju i naszej prosperity. Zaś odbudowa elity narodowej to odzyskanie wewnątrzsterowności wspólnoty w celu jej działania na rzecz własnego, a nie zewnętrznego interesu. Zniewolenie komunistyczne, czy wcześniej zabory, było także barierą dla rozwoju i modernizacji naszego narodu. Wolność narodowa, jest warunkiem wolności w wymiarze politycznym i rozwojowym.

Natomiast z komunistycznego zniewolenia wychodziliśmy jako naród, co prawda o silnych emocjach patriotycznych i religijnych, obudzonych w okresie Solidarności i wyboru Jana Pawła II, ale jednocześnie o postawach daleko odbiegających od przeżywanych emocji i nominalnych deklaracji. Wychodziliśmy z socjalizmu nie tylko jako bankruci ekonomiczni, ale także jako wspólnota o zdezintegrowanym patriotyzmie i katolicyzmie. W tej sytuacji powinnością państwa polskiego, tak jak po odzyskaniu niepodległości w II Rzeczpospolitej, powinno być budowanie wspólnoty narodowej, odbudowa elit narodowych i integralnego patriotyzmu oraz odrodzenie wiary katolickiej jako fundamentu naszej narodowej tożsamości. Niestety, przywrócenie religii w szkołach, popularność Jana Pawła II i obecność liturgiczna na uroczystościach państwowych, były niewystarczającą odpowiedzią na zagrożenie wiary i patriotyzmu, spowodowane komunistyczna dezintegracją. Była to odpowiedź na potrzeby emocjonalne naszego narodu, ale zdecydowanie nie odpowiadała na zagrożenie wynikające z długotrwałego kształtowania przez komunizm postaw moralnych i kategorii intelektualnych. Walka o ochronę życia dzieci nienarodzonych ukazała w pełni stopień zdemoralizowania naszego narodu. A tę demoralizację jawnie wspierały ugrupowania liberalne i postkomunistyczne. Episkopat, zapatrzony w milionowe uczestnictwo na papieskich pielgrzymkach, poczuł się zwolniony z wypracowania adekwatnej odpowiedzi na istniejące zagrożenia polskiego katolicyzmu. Na zideologizowanie popłuczynami marksizmu świadomości, zwłaszcza warstw wykształconych, nie odpowiedział tworzeniem instytucji edukacyjnych, przywracających znajomość doktryny i myślenia racjonalnego, opartego na zasadach klasycznej filozofii. Choć zapotrzebowanie intelektualne w latach 90-tych i pierwszej dekadzie tego wieku, na tego typu instytucjonalne kształcenie polskiej inteligencji, było wyraźne. Szkoły katolickie tworzyli zapaleńcy, ale nie było jasnej i zdecydowanej polityki Episkopatu w tym zakresie. Dotychczasowe metody duszpasterskie wydawały się sprawdzonymi metodami, ale gdy przyszedł internet, to okazały się zupełnie nieprzystające do rzeczywistości. Na normy kulturowe, które ze sobą niósł, ani rodzina, ani Kościół nie miały odpowiedzi. Dotychczasowy przekaz wiary, nawet tak okaleczony jak w okresie komunizmu, się załamał. Ma to zasadnicze konsekwencje dla naszej tożsamości narodowej i siły naszego narodu. Oto najsilniejsza więź spajająca nasz naród, określająca jego tożsamość i przenikająca jego kulturę, zaczyna się rozpadać, a biskupi pogrążeni w swoich moralnych problemach, odarci z autorytetu, unikają w rzeczywistości przeciwstawieniu się temu destrukcyjnemu procesowi. W zasadniczych sporach moralnych i tożsamościowych Kościół hierarchiczny stał się Kościołem milczącym, a katolicy bez dotychczasowego przywództwa. Państwo zaś, pod rządami Tuska, przeszło z polityki uznawania obecności Kościoła w systemie edukacji i w życiu społecznym do jego rugowania. To zasadnicze zagrożenie dla naszej kultury i tożsamości. Wiara bowiem zawsze byłą szkołą człowieczeństwa i przenikała wszelkie wymiary polskiej kultury. Rugowanie przekazu wiary z systemu edukacji prowadzi do analfabetyzmu religijnego, do nieznajomości i do niezrozumienia własnej kultury i własnej tożsamości. Jest bowiem wyrazem kulturowego i moralnego prymitywizmu. Nasze dziedzictwo kulturowe staje się swoistym dziedzictwem abstrakcyjnym, które nie jest żadnym drogowskazem tłumaczącym nam, kim jesteśmy i po co żyjemy. Cała polska, ale i europejska sztuka staje się niezrozumiałą. Usunięcie religii z edukacji to faktyczna jej barbaryzacja. Bez znajomości katolicyzmu, tej najsilniejszej i najbardziej podstawowej więzi spajającej nasz naród, będziemy się przekształcać w wydmy lotnego piasku, rozwiewane przez podmuchy historii. Sekularyzacja naszej kultury to zniszczenie samej podstawy naszej tożsamości. Nie tylko tożsamości religijnej, ale także tożsamości narodowej. Bez katolicyzmu stajemy się coraz mniej Polakami, stajemy się mieszkańcami „tego kraju”, którego poza miejscem zamieszkania oraz językiem już nic nie łączy. Taki naród nie jest w stanie przetrwać w czasach zamętu i zagrożeń, jest skazany na uwiąd i powolne wymieranie.

Kryzys polskiego katolicyzmu jest pogłębiany przez dominację w sferze kultury mentalności postmarksistowskiej, odnajdującej się w postmodernizmie. Ten nurt intelektualny przede wszystkim pogłębia destrukcję religii, poprzez upowszechnienie relatywizmu poznawczego i aksjologicznego. Marksistowskie założenie o „klasowym” charakterze kultury przekształciło się w postmodernizmie w „klasowe” rozumienie prawdy, dobra i piękna. Destrukcja tych pojęć, które są uosobieniem Absolutu, prowadzi do zupełnego zakwestionowania rzeczywistości nadprzyrodzonej jako celu ludzkiej egzystencji i normy naszego postępowania. Postmodernizm negując poznanie rzeczywistości, wprowadza „płynność” pojęć, która nie tylko zrywa z tradycją jako źródłem naszej wiedzy i tożsamości, ale uniemożliwia komunikacje międzyludzką, budowanie ludzkiej kultury i wspólnoty narodowej. Wspólnotę o zdefiniowanej tożsamości przekształca w wykorzeniony motłoch beż żadnych silnych wartości, zasad moralnych i tożsamości. Wykorzenia w ten sposób człowieka z trwałych podstaw własnej egzystencji i rozumienia samego siebie. Już nie tylko neguje poznanie prawdy, czyniąc ją „klasowym” opresorem, ale także pozbawia jednostkę jakiegokolwiek oparcia w trwałych strukturach poznawczych, kulturowych, społecznych i aksjologicznych. Religia, jako obrońca sprawdzonych wartości racjonalnego myślenia, stała się głównym wrogiem postmodernistycznej pseudokultury. Popularność postmodernizmu wśród postmarksistowskiej inteligencji wynika z zakwestionowania przez popularny marksizm podstawowych kategorii poznawczych oraz doprowadzenia relatywizmu poznawczego i aksjologicznego do nihilizmu. To właśnie ten nihilizm jako popularna kultura masowa, w której nie ma miejsca ani na Boga, ani na przywiązanie do własnej rodziny czy narodu, staje się największym intelektualnym zagrożeniem polskości. Kultura, pozbawiona trwałych wartości i zredukowana do relatywizmu poznawczego oraz aksjologicznego, jest czynnikiem destrukcji, zarówno tożsamości narodowej, jak i patriotyzmu jako fundamentu życia narodowego i jednostkowego. „Kultura” ta uniemożliwia warstwom przywódczym wypracowanie intelektualnych kategorii interesu narodowego oraz podmiotowej strategii narodowej.

Postmodernizm, wraz z intelektualnym dziedzictwem popularnego marksizmu, odziedziczonego po latach komunistycznej indoktrynacji, stał się użytecznym instrumentem w polityce destrukcji koncepcji dobra wspólnego i interesu narodowego. Otóż odzyskanie wolności w 1989 roku postawiło zasadniczą kwestię tożsamości polskiej polityki. Czy będzie to polityka oparta o koncepcję interesu narodowego i polityka odbudowy zdezintegrowanych więzi narodowych, czy też będzie to polityka akceptacji w życiu publicznym postkomunizmu jako dziedzictwa równorzędnego, a może ważniejszego, niż nurt walki o wolność naszego narodu. Ten spór miał swój charakter także terminologiczny. Czy mieliśmy do czynienia z odzyskaniem niepodległości ze wszystkimi konsekwencjami w postaci odbudowy naszej wspólnoty narodowej, jej tradycyjnej tożsamości, prowadzenia polityki upodmiotowienia narodu i odbudowy niepodległego państwa, czy też mieliśmy do czynienia z tzw. transformacją ustrojową, która polegała na dostosowaniu struktur państwowych do wymogów porządku postzimnowojennego, opartego o dominację tym razem Stanów Zjednoczonych i przeniesienie w nową rzeczywistość postaw oraz zachowań ukształtowanych w okresie komunistycznym. Otóż ten drugi model zakładał także legitymizację obozu politycznego, który z ramienia Moskwy był gwarantem zniewolenia naszego narodu i był, w dosłownym tego słowa znaczeniu, obozem narodowej zdrady. Legitymizacja zdrady i wysługiwania się obcym jako równorzędnego i moralnie równoprawnego czynnika polskiej polityki. Polityka ta wymagała uznania postkomunistów za trwały i wartościowy element polskiej polityki. Ale, co więcej, polskiej tradycji i polskiego etosu. W praktyce oznaczało to postawienie na tej samej płaszczyźnie walki niepodległościowej z postawami komunistycznych zbirów. Zwalczanie etosu „żołnierzy wyklętych”, niedopuszczenie do reprywatyzacji i tym samym do odtworzenia przedwojennych polskich warstw posiadających, bezkarność komunistycznych oprawców, „rządy prawa” komunistycznych sędziów oraz uznanie prawnego dziedzictwa komunistycznego za część dziedzictwa nowej Rzeczpospolitej, prowadziło w praktyce do zanegowania koncepcji dobra wspólnego i odbudowy polskiej wspólnoty narodowej na trwałych historycznych wartościach, a tym samym wyznaczenie dobra wspólnego i interesu narodowego jako wyznaczników polskiej racji stanu. Uznanie dziedzictwa komunistycznego za pełnoprawną część naszego dziedzictwa, co przypieczętował powrót postkomunistów, tym razem w sposób demokratyczny do władzy, unaocznił głęboki kryzys moralny i kryzys polskiego patriotyzmu, polegający na niezdolności naszego narodu do odrzucenia i marginalizacji obozu wysługiwania się obcym. Oznaczało to odrzucenie podmiotowej polityki, która, także w relacjach z naszymi zachodnim sojusznikami, przybrała charakter satelicki. Naród, akceptujący w swych politycznych wyborach obóz, który go zniewalał, cierpi na swoisty syndrom sztokholmski. Jest to naród chory, wymagający terapii z tego syndromu. Uznanie nurtu postkomunistycznego za pełnoprawny segment polskiego życia politycznego prowadzi do całkowitej relatywizacji zasady dobra wspólnego oraz relatywizmu patriotyzmu. Patriotyzm to nie narodowa powinność i zobowiązanie, a co najwyżej tolerowany wybór, który, jak pokazują perypetie Marszu Niepodległości. można dowolnie koncesjonować. Oznacza to, że państwo polskie zrezygnowało z zadania budowy i umacniania polskiej wspólnoty narodowej na rzecz jego destrukcji. W tej koncepcji naród nasz ma być częścią „europejskiego” etosu, a nie wolnym narodem. Taki też wyraz ma polityka edukacyjna i polityka kulturowa, prowadząca do destrukcji kodu kulturowego, poprzez ograniczenie nauki historii i podstawowego kanonu literackiego. Służyć to ma w praktyce pogłębieniu kulturowego wykorzenienia i tym samym kulturowego wynarodowienia. Bowiem pozbawia naród wspólnych wartości i ideałów, wspólnej przeszłości, a tym samym dezintegruje tożsamość narodową oraz umożliwia budowanie kolonialnej tożsamości „europejskiej”. Nie trzeba mówić, iż ta „europejska” tożsamość nie ma nic wspólnego z cywilizacją europejską, zbudowaną na katolicyzmie, rzymskim prawie i greckiej filozofii mądrościowej. Rzeczywistość „europejska” zostaje sprowadzona do genderowych instynktów i kulturowego barbarzyństwa. Wykorzenienie kulturowe, sączone przez system edukacji, jest wzmacniane przez pedagogikę wstydu, serwowaną przez antypolskie ośrodki medialne. „Patriotyzm to rasizm” pisała „Gazeta Wyborcza”. Pedagogika wstydu, bazując na nieznajomości własnej kultury i tradycji, ma wyhodować nowe pokolenia w nienawiści do polskości i wszystkiego, co nasz naród wartościowego w swej przeszłości wytworzył. Uprawomocnienie nurtu postkomunistycznego oznacza w praktyce zakwestionowanie, zarówno naszej tożsamości narodowej, jak i obrony naszych interesów. Tak jak dla komunistów ojczyzną był Związek Sowiecki, tak dla wykorzenionych Polaków ma nią być Unia Europejska, rządzona przez Niemców. Unia stała się bowiem taką samą „koniecznością dziejową”, jakim był socjalizm i przynależność Polski do obozu sowieckiego. W tej „konieczności dziejowej” brzmi ten sam marksistowski determinizm, jaki próbowano nam wmówić w okresie rządów komunistycznych. I ten sam satelicki stosunek do ideologicznych sztucznych tworów, jakim jest obecnie Unia Europejska.

Otóż polityka III Rzeczpospolitej, w przeciwieństwie do II Rzeczpospolitej, nie prowadzi do odbudowy wspólnoty narodowej i terapii naszych narodowych traum, lęków i psychicznych zranień, jakich doświadczyliśmy w historii. Nie prowadzi działań mających na celu odbudowę elity narodowej jako formy odzyskania sterowności politycznej i kulturowej naszego narodu. III Rzeczpospolita uznała bowiem najbardziej przesiąknięte komunistyczną indoktrynacją grupy społeczne za elitę narodową i prowadziła politykę potrzebną jej dążeniom. Najbardziej zorganizowana grupa intelektualna, czyli lewica laicka, bazująca na ukształtowanej przez postkomunizm „nowej inteligencji”, uzyskała w praktyce monopol na kształtowanie życia intelektualnego oraz kulturowego naszego narodu. Jej celem nie była odbudowa naszego narodu, ale destrukcja więzi narodowej, przede wszystkim poprzez uznanie narodu za wspólnotę, której powinniśmy się wstydzić, a patriotyzm, jak pisała „Gazeta Wyborcza”, za rasizm. Cały wysiłek intelektualny, publicystyczny i kulturowy tej nowej „elity” był skierowany na destrukcję przywiązania do własnego narodu, jego tradycji, wartości, historii i kultury. Była to na szeroką skalę zorganizowana kampania zohydzenia naszego narodu i wykorzenienia narodowego. Niestety, ta wroga Polsce kampania nie spotkała się ze zdecydowanym sprzeciwem, a wprost przeciwnie, kontynuowana przez wiele lat, prowadziła do dalszego wykorzenienia kulturowego oraz moralnego z własnego narodu. Państwo nasze zamiast przeciwstawić się tej wrogiej polityce, prowadzącej do destrukcji naszej tożsamości narodowej, dumy z przynależności do naszego narodu, poprzez kolejne działania, jak na przykład reformy oświatowe, czy politykę kulturalną, stopniowo akceptowało politykę destrukcji polskiego kodu kulturowego, poprzez eliminację zasadniczych elementów kształcenia literackiego i historycznego młodego pokolenia oraz obniżanie poziomu nauczania. Co więcej, architekta tej polityki wykorzenienia i promocji wszelkiej demoralizacji - Adama Michnika uhonorowało Orderem Orła Białego. W efekcie tej polityki narodowego wstydu, kolejne roczniki dorastające w III Rzeczpospolitej, zamiast wychowywać się na polskich patriotów, były kształtowane na wrogów polskości i polskiego patriotyzmu.

Dezintegracja więzi narodowej i ośmieszanie patriotyzmu, utożsamianie go z nazizmem, miało na celu wyeliminowanie jakiegokolwiek myślenia patriotycznego z polskiej polityki, zdezintegrowanie naszego narodu tak, aby nie był zdolny do identyfikacji własnej tożsamości i własnego interesu. Ta polityka destrukcji narodu miała służyć zaakceptowaniu naszego podrzędnego, satelickiego statusu i uznaniu obcych interesów za własne. Zaś naród polski miał stać się miazgą pod nowy „europejski etos”. Była to typowa edukacja kolonialna, która miała na celu niedopuszczenie, ani do odbudowy autentycznych elit narodowych, ani do identyfikacji własnego interesu.

Polska została poddana zarówno przez wewnętrzną „burżuazje kompradorską”, jak też przez kapitał zagraniczny, procesom kolonizacji gospodarczej. To dlatego nie rozwój polskiej przedsiębiorczości, ale przede wszystkim wyprzedaż polskiego majątku obcemu kapitałowi, stał się dogmatem polskiej polityki gospodarczej. Nawet w tych dziedzinach, w których polski kapitał był w stanie szybko kumulować zasoby, jak na przykład w handlu, wpuszczono kapitał zagraniczny, który prowadził do eliminacji polskiego handlu. Kolonizacja gospodarcza, podobnie jak wspierana także przez kapitał zagraniczny kolonizacja intelektualna, prowadziła także do kolonizacji politycznej. Państwo polskie akceptowało wszelkie działania mające na celu ograniczanie i eliminowanie naszej podmiotowości w procesie integracji europejskiej, czy reform sił zbrojnych, które prowadziły do przekształcenia naszej armii w jedynie korpus ekspedycyjny, wysyłany w zależności od potrzeb naszych hegemonów. Dopiero wybuch wojny na Ukrainie, przynajmniej w zakresie polityki obronnej, przywrócił częściowo myślenie w kategoriach racji stanu.

Proces kolonizacji w praktyce prowadzi do faktycznej likwidacji państw narodowych i stworzenia imperium niemiecko-francuskiego, kosztem niepodległości i wolności obywatelskich narodów europejskich. Ten proces ma doprowadzić państwa narodowe do roli wydmuszki, wypranej z wszelkich państwowych treści i niezdolnych do obrony żywotnych interesów własnych narodów. W istocie jest to proces zniewalania mniejszych narodów europejskich i pozbawiania ich suwerenności, a obywateli ich praw. To dlatego z taką determinacją prowadzono politykę destrukcji naszej tożsamości narodowej, naszego patriotyzmu, demoralizacji naszego narodu, intelektualnej kolonizacji, byśmy nie byli w stanie decydować sami o sobie i przeciwstawić się temu procesowi zniewolenia, zarówno intelektualnego, jak i moralnego, społecznego, gospodarczego i politycznego. To dlatego blokowano procesy, które mogły doprowadzić do odbudowy polskiej elity narodowej, zdolnej do samodzielnego i podmiotowego definiowania naszej tożsamości kulturowej, naszych interesów oraz ponownego unarodowienia naszego narodu. To proces wykorzeniania i niszczenia samej polskości. To dlatego w kolejnych pokoleniach proces utożsamiania się z polskością i katolicyzmem coraz bardziej słabnie. Ten proces wykorzenienia kulturowego, obniżania poziomu wykształcenia, znacznie został wzmocniony poprzez uzależnienie komputerowe, które propaguje treści antynarodowe i antykatolickie. Uderza to w samą istotę naszej tożsamości. Różne „aktorki” i celebryci już nie mają oporów w jawnych deklaracjach zaprzaństwa narodowego. Młode pokolenie coraz mniej identyfikuje się z polskością. Szaleństwa genderyzmu, feminizmu i różnorakich dewiacji stają się powszechnie akceptowane. To prowadzi do głębokiej demoralizacji, rozpadu rodzin, upowszechnienia bezdzietności, zrywania więzi społecznej. Te procesy pokazują, że mamy do czynienia z głębokim kryzysem nie tylko patriotyzmu, ale samej polskości. Jest to niezwykle groźne zjawisko, które połączone ze spadkiem dzietności, prowadzić będzie najpierw do kryzysu gospodarczego, wymierania naszego narodu oraz wywołania masowej emigracji, a także bałkanizacji, nie tylko zachodniej Europy, ale także i Polski. Kryzys polskości, walki partyjne, niezdolności myślenia w kategoriach dobra wspólnego i racji stanu, prowadzi do wyeliminowania naszego narodu z współdecydowania nie tylko o losach Europy, ale przede wszystkim o losie naszej przyszłości. Ten kryzys polskości to droga do powtórnego zniewolenia naszego narodu, z groźbą jego całkowitego wynarodowienia i zaniku. Ten kryzys zagraża samemu istnieniu naszego narodu. Jest to tym groźniejsze, że świat wkroczył w okres gwałtownych turbulencji zagrażających wojną na naszym kontynencie i prowadzący do ukształtowania nowego ładu międzynarodowego. Dlatego tak ważne jest, aby w naszych czasach Polska prowadziła samodzielną, a nie satelicka politykę, bo żadni nasi „sojusznicy” nie traktują naszego interesu podmiotowo. To czas walki o nasze przeżycie i nasze miejsce w świecie po tej nowej „wojnie trzydziestoletniej”. Dlatego musimy odbudować polską elitę narodową, polską warstwę przywódczą, która w swojej polityce będzie kierowała się polskim bezpieczeństwem i polskim interesem narodowym. Budowa tej elity wymaga odbudowy silnego etosu narodowego, zbudowanego na sprawdzonych i tradycyjnych wartościach, jakim jest rzymski katolicyzm i wartości narodowe. Wymaga ponownego unarodowienia naszego narodu, aby czynnie bronił naszych praw i uczestniczył w budowaniu naszej pozycji międzynarodowej, jako gwarancji naszego bezpieczeństwa i rozwoju. Wszyscy, którzy w te wartości uderzają, są faktycznymi wrogami naszego narodu, a ich ewentualny sukces będzie prowadził do degradacji politycznej ekonomicznej, kulturowej i moralnej naszego narodu. Dlatego musimy przeciwstawić się temu kryzysowi polskości i kryzysowi patriotyzmu, o jaki walczą ugrupowania postkomunistyczne oraz ich spadkobierca ideowy i polityczny, czyli Platforma Obywatelska. Wkroczyliśmy jako Polska, ale także jako cała wspólnota światowa, w bardzo niebezpieczny okres i tylko odbudowa polskości, patriotyzmu, wiary i polskiej warstwy przywódczej daje szansę, że z tego światowego zawirowania nie wyjdziemy w gorszej pozycji, niż teraz jesteśmy.

 

Marian Piłka

historyk, publicysta, ekspert Instytutu Ordo Caritatis, członek Prawicy Rzeczypospolitej, poseł na Sejm I, III, IV i V kadencji, prezes Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego w latach 1996-2000.