„Co możesz zrobić, aby promować pokój na świecie? Idź do domu i kochaj swoją rodzinę” - Matka Teresa
środa, 15 kwietnia 2026 Ludwiny, Waclawy, Anastazji

Stifler w kampanii MEN. Rodzice protestują, a zmiany w przedszkolach budzą kontrowersje. | Rodzinny Serwis Informacyjny

W tym wydaniu Rodzinnego Serwisu Informacyjnego zbieramy tematy, które najmocniej poruszyły rodziców i wywołały gorące dyskusje wokół polskiej edukacji. Zaglądamy do szkół, przedszkoli i internetowych kampanii, żeby sprawdzić, jak decyzje MEN przekładają się na codzienne życie rodzin.

Mówimy o przedmiocie, który miał pomagać dzieciom, a okazał się frekwencyjnym niewypałem. Pokazujemy też, że zapowiadana „edukacja zdrowotna” w praktyce zaczyna się od najbardziej kontrowersyjnych treści. Przyglądamy się zmianom w podstawie programowej dla przedszkoli i temu, czemu eksperci mówią „stop”. Na koniec analizujemy głośny skandal z udziałem influencera, który miał reprezentować kampanię o bezpieczeństwie dzieci w sieci.

To przegląd najważniejszych spraw, które dotyczą rodziców tu i teraz — podany jasno i po ludzku, tak jak rozmawia się o tym przy rodzinnym stole. Jeśli chcesz być na bieżąco z tym, co wpływa na wychowanie i szkołę Twoich dzieci, ten odcinek jest dla Ciebie.

Solidarność protestuje, rodzice mówią „STOP Reformie 26”, a w Europie

czytaj więcej >>

 

Edukacja zdrowotna ma zostać obowiązkowa mimo niskiej frekwencji

Edukacja zdrowotna – nowy przedmiot wprowadzony przez Barbarę Nowacką – okazała się frekwencyjną porażką. Według danych Ministerstwa Edukacji, w pierwszym roku nauki w zajęciach uczestniczyło niewiele ponad 30 procent uczniów, co jasno pokazuje brak społecznego zainteresowania. Mimo tego resort planuje uczynić edukację zdrowotną obowiązkową. Zapytana przez dziennikarzy wiceminister edukacji Paulina Piechna-Więckiewicz informuje, że MEN rozważa zmianę statusu przedmiotu na obowiązkowy. Wyraziła nadzieję, że decyzja zapadnie jeszcze w tym roku szkolnym, by obowiązek nauki tego wzbudzającego protesty przedmiotu, rozpoczął się od nowego roku szkolnego. Tym samym, pomysł wprowadzony jako nowatorska reforma profilaktyki, ale zawierający szkodliwy i kontrowersyjny komponent edukacji seksualnej, jest forsowany siłą – nie przez popyt, lecz przez ideologiczne decyzje polityczne. Społeczeństwo jasno sygnalizuje, że nie chce uczyć swoich dzieci tych treści, a mimo to ministerstwo jest gotowe kontynuować wdrażanie.
 

Zamiast profilaktyki MEN zaczyna od najbardziej kontrowersyjnych treści

Ministerstwo Edukacji Narodowej przez wiele miesięcy zapewniało opinię publiczną, że nowy przedmiot – edukacja zdrowotna – będzie dotyczył przede wszystkim profilaktyki, zdrowego odżywiania, higieny cyfrowej, kondycji psychicznej i aktywności fizycznej. Mówiono, że to ma być odpowiedź na realne potrzeby dzieci i młodzieży: nadwagę, stres, uzależnienie od ekranów czy brak ruchu. Tymczasem, pierwsze działania MEN pokazują coś zupełnie innego. Zamiast rozpocząć od treści neutralnych i oczekiwanych przez rodziców, resort startuje od najbardziej kontrowersyjnej części programu – komponentu edukacji seksualnej. Jak wskazuje Hanna Dobrowolska, Ośrodek Rozwoju Edukacji, instytucja podległa MEN, rozpoczęła szkolenia nauczycieli od treści związanych z transpłciowością, niebinarnością, czy procesem zmiany płci.  To właśnie te elementy – budzący największy sprzeciw – stał się priorytetem w szkoleniach dla nauczycieli. Zamiast rozmawiać o zdrowiu, ruchu, higienie snu czy bezpiecznym korzystaniu z technologii, MEN kieruje uwagę szkół na treści, które wywołały od zeszłego roku szereg poważnych protestów rodziców i nauczycieli. Rodzice mają więc prawo czuć się wprowadzeni w błąd. Obiecywano edukację zdrowotną, a na pierwszy plan wchodzi edukacja seksualna – i to w wersji, której polskie społeczeństwo w zdecydowanej większości nie akceptuje, co pokazały dane dotyczące frekwencji na tym przedmiocie. To pokazuje, że ministerstwo stara się przemycić najbardziej kontrowersyjne elementy programu pod pozorem troski o zdrowie. Coraz wyraźniej widać, że ta reforma nie jest odpowiedzią na realne problemy dzieci, ale próbą narzucenia ideologicznych treści, których rodzice nie chcą w polskiej szkole.
 

Eksperci alarmują: przedszkole to nie mała szkoła!

– Przedszkole to miejsce, gdzie dziecko po raz pierwszy staje się uczniem życia — wśród bajek, piosenek i wspólnego śmiechu. Przedszkole to nie jest mała szkoła, dlatego z całą stanowczością sprzeciwiamy się projektowi podstawy programowej wychowania przedszkolnego – piszą autorzy listu skierowanego do Ministerstwa Edukacji Narodowej w sprawie opublikowanej propozycji zmian w podstawie programowej w wychowaniu przedszkolnym. Eksperci różnych dziedzin bronią zdobyczy reformy byłej minister edukacji narodowej Anny Zalewskiej, zgodnej z wiedzą o rozwoju małych dzieci. Według sygnatariuszy listu zmiany powinny polegać na „doszlifowaniu” i unowocześnieniu obecnej, dobrze ocenianej podstawy programowej. We właśnie opublikowanej propozycji mamy za to do czynienia raczej z narzucaniem presji na przedszkolaków, związanej m.in. ze zbyt wczesną nauką pisania liter oraz „rozwijaniem kompetencji językowych, matematycznych i cyfrowych”. Zwłaszcza ten ostatni punkt budzi kontrowersje, przedszkole nie jest bowiem miejscem, w którym dzieci powinny mieć kontakt z elektroniką. Ekspertów niepokoi także zmniejszenie czasu przebywania przez dzieci na dworze.
 

Skandal wokół Stiflera w kampanii finansowanej przez MEN

Ministerstwo Edukacji Narodowej znalazło się w centrum burzy po tym, jak ujawniono, że środki z resortu miały zostać przeznaczone na akcję społeczną "Sieci na dzieci: stop cyberprzemocy", której twarzą był influencer znany jako Stifler – postać kojarzona głównie z wulgarnymi materiałami, seksualizacją treści i udziałem w kontrowersyjnych formatach internetowych. Jego działalność w sieci przez lata budziła sprzeciw rodziców i pedagogów, a jego wizerunek pozostawał w oczywistym konflikcie z wartościami, które MEN deklaruje jako fundament edukacji i wychowania. Kiedy informacja o współpracy z takim ambasadorem przedostała się do opinii publicznej, wywołała gwałtowne oburzenie. Rodzice, środowiska edukacyjne i komentatorzy wskazywali, że powierzenie roli reprezentanta kampanii finansowanej przez Ministerstwo Edukacji osobie promującej treści wulgarne i kontrowersyjne jest nie tylko nieodpowiedzialne, ale też uderza w wiarygodność szkoły i państwowych instytucji. Pod naciskiem opinii publicznej MEN wezwał fundację realizującą projekt do usunięcia Stiflera z kampanii i zmiany ambasadora akcji. Ministerstwo wycofało swoje wsparcie w dotychczasowej formie, podkreślając, że wybór twarzy kampanii musi być spójny z misją wychowawczą i standardami, których oczekują rodzice.