SPOTKANIE ZE SŁOWEM – 44/365 – OTWÓRZ SIĘ – (Mk 7, 31-37)
Jezu, otwórz moje uszy usta i serce, aby słyszały miłością i aby miłością mówiły.
Skoro świt wyruszyliśmy przy pięknej pogodzie z Ustrzyk Górnych na szlak. Był wrzesień roku 1988, kilka miesięcy przed rozpadem Związku Radzieckiego. Połoniny bieszczadzkie to najpiękniejsza rzecz jaka może się zdarzyć w górach. Doszliśmy na Szeroki Wierch. Dalej w górę na Tarnicę. Tu zrobiliśmy śniadanie. Źródlana woda i chleb z marmolada, do dzisiaj czuję jej smak.
– Idziemy na Halicz – zaproponowałem.
– zdążymy wrócić? – zapytał z powątpiewaniem Bogdan.
– Pójdziemy na skróty – odpowiedziałem.
Niestety pogoda się załamała. Zaczął padać deszcz, Plecaki zmokły, a my razem z nimi. Nie słuchałem innych, zapomniałem, że góry są zdradliwe. Chmury schowały Halicz. Szliśmy zziębnięci. Było już dobrze po południu.
– Chłopaki, chyba się zgubiliśmy – stwierdziłem.
– Powiedz Rysiek, że Ty się uparłeś iść na skróty i zgubiłeś się.
Prawie pokłóciliśmy się, kiedy nagle za górki wynurzyło się dwóch żołnierzy.
–Ruskie, zdążyłem powiedzieć cicho i zamarłem.
– Ruki wierch – krzyknął starszy.
– Sasza to Polaki, przemytnicy – odezwał się młodszy.
– Wadim – przeszukaj ich – starszy trzymał nas na muszce.
Po chwili wyciągaliśmy wszystko z plecaków Trzęśliśmy się z zimna, a że ruski mięliśmy w szkole to tłumaczyliśmy się.
Nagle Sasza wyciągnął manierkę – pij podał.
– Po kilku łykach oczy wyszły mi na wierzch – to chyba spirytus krzyknąłem!
Ruscy zaczęli się śmiać.
– Pijcie to się rozgrzejecie.
A potem doprowadzili nas do cmentarza w Beniowej.
– Tu już Polsza – powiedział Wadim. A tam droga do Tarnawy Wyżnej.
W Tarnawie trafił się nam samochód z drzewem do samych Ustrzyk.
Z Ewangelii:
Jezus opuścił okolice Tyru i przez Sydon przyszedł nad Jezioro Galilejskie, przemierzając posiadłości Dekapolu. Przyprowadzili Mu głuchoniemego i prosili Go, żeby położył na niego rękę. On wziął go na bok, z dala od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka; a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: "Effatha", to znaczy: Otwórz się. Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić. Jezus przykazał im, żeby nikomu nie mówili. Lecz im bardziej przykazywał, tym gorliwiej to rozgłaszali. I przepełnieni zdumieniem mówili: "Dobrze wszystko uczynił. Nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę".
W dzisiejszej Ewangelii do Jezusa przyprowadzili głuchoniemego. On wziął go na bok, z dala od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka; a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: "Effatha", to znaczy: Otwórz się. Jezus uparcie mimo moich oporów jak w dzisiejszym słowie bierze mnie głuchoniemego „na bok”. I mówi otwórz się. Ma na myśli otwarcie się na drugiego człowieka, przebaczenie naprawdę. Upór nas gubi, zarozumiałość dobija, a pycha sprawia, że gubimy drogę. A ja wole „na skróty”. Przez całe życie uczymy się na własnych błędach. Ten kto słucha nie błądzi w życiu. Gdybym słuchał, pewnie i życie byłoby mniej skomplikowane.
Jezu, otwórz moje uszy usta i serce, aby słyszały miłością i aby miłością mówiły.
