„Co możesz zrobić, aby promować pokój na świecie? Idź do domu i kochaj swoją rodzinę” - Matka Teresa
czwartek, 16 kwietnia 2026 Kseni, Cecylii, Bernardety

Paradygmat Balcerowicza

Żyjemy w czasach gdy debatę publiczna zastąpiła propaganda. Nie konfrontacja argumentów, a budowanie "narracji' jest treścią współczesnego życia publicznego. W tej "narracji" fakty maja drugorzędne znaczenie, liczą się emocje, budowanie wizerunku, eksploatowanie strachu i nadziei czy  dzielenie społeczeństwa na swoich i obcych.  I choć walka ta  prowadzi do coraz większego upodabniania się zwalczających partii, to zadaniem "narracji" jest   systematyczne  budzenie wrogości wobec politycznego przeciwnika, jego demonizowanie i poprzez  organizowanie demonstracji własnej  siły, utwierdzanie w dokonanym wyborze swoich popleczników.  To metoda budowania własnego elektoratu, który przestaje być elektoratem obywatelskim kierującym się cnotami republikańskimi, a staje się zdyscyplinowaną armią wyznawców, stale pobudzaną propagandowymi imprezami do walki z politycznym wrogiem. To tylko metoda dzielenia sceny politycznej, redukowanie obywateli do roli zaplecza politycznego, niszczenie wspólnoty narodowej, a nie debata publiczna, czy polityka rozumiana w klasycznym sensie, jako troska o dobro wspólne.

Ta pogarda dla faktów i dla debaty publicznej ma miejsce także w dziedzinie polityki gospodarczej, tak wydawałoby się niepodatnej na manipulacje "narracji'. Bo to dziedzina, w której fakty najłatwiej zidentyfikować, ustalić i przeciwstawić wszelkiej fałszywej propagandzie. A tymczasem, to właśnie polityka gospodarcza jest jedynym z czołowych tematów uzasadniających "dobrą zmianę" i  prezentowana jest  jako fundamentalne zakwestionowanie dotychczasowej polityki gospodarczej. Wicepremier Morawiecki prezentowany jest  nieomal jako alternatywa dotychczasowego modelu polityki gospodarczej symbolizowanej nazwiskiem byłego wicepremiera Leszka Balcerowicza. To właśnie polityka gospodarcza  obecnego rządu,  ma być tym przełomem, ma być tą "dobrą zmianą' w polityce gospodarczej. Jej symbolami mają być "polonizacja" systemu bankowego, podatek bankowy, niewprowadzony podatek handlowy, czy uszczelnienie  systemu podatkowego. Niewątpliwie są to elementy, które są charakterystyczne dla obecnej polityki gospodarczej. Ale czy rzeczywiście  są one wystarczające do określenia obecnej polityki jako przełom ? Czy raczej są tylko nieśmiałą próbą korekty dotychczasowej polityki?

Otóż trudno Jarosława Kaczyńskiego i politykę , którą tworzy, traktować jako alternatywę dla systemu Balcerowicza. Przypomnijmy, że u podstaw systemu Balcerowicza, leży bezkrytyczne  wdrożenie zasad tzw. konsensusu waszyngtońskiego  forsowanego w latach 90-tych przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Jego istotą było przyjęcie, ustalanych przez czynniki zewnętrzne wobec naszego kraju i  w interesie zewnętrznym, reguł kształtujących polską gospodarkę. Główne  postulaty, to liberalizacja gospodarek postkomunistycznych, zwłaszcza deregulacja handlu i rynków finansowych, ułatwienie prywatyzacji dla kapitału zagranicznego, przekształcenie gospodarek postkomunistycznych w rynki zbytu dla zewnętrznych producentów, uprzywilejowanie kapitału zagranicznego w budowaniu gospodarki rynkowej. Jeżeli porównamy model przebudowy gospodarki komunistycznej w gospodarkę rynkową realizowany według wytycznych MFW w europejskich krajach postkomunistycznych z modelem przezwyciężenia komunizmu w gospodarce chińskiej ignorującej zalecenia tej instytucji, to dopiero widzimy rzeczywiste koszty transformacji wyrażające się przede wszystkim w tempie wzrostu PKB. Polityka Balcerowicza nie tylko nie sprawdziła się, jeżeli chodzi o hamowanie inflacji, ale przede wszystkim nie wytrzymuje konkurencji z modelem transformacji , który był zaprzeczeniem realizacji konsensusu waszyngtońskiego i przyczynił się do bezprecedensowego wzrostu chińskiej gospodarki nieporównywalnego  z rozwojem jakiejkolwiek innej gospodarki wdrażającej reguły MFW. Prof. Kieżun, słusznie uważa model polityki gospodarczej symbolizowanej nazwiskiem Balcerowicza, za model budowania gospodarki neokolonialnej.

Zasadniczym wyzwaniem dla polskiej gospodarki jest właśnie przezwyciężenie jej neokolonialnego charakteru, przede wszystkim poprzez wzmacnianie i rozwój rodzimej przedsiębiorczości. Oczywiście proces ten w warunkach naszego członkostwa w Unii Europejskiej jest obecnie znacznie trudniejszy, niż w sytuacji lat 90-tych, gdy jeszcze nie należeliśmy do tej organizacji. Nie mniej nawet obecnie państwo polskie posiada szereg możliwości budowania własnej przyszłości gospodarczej o ile dokona zasadniczej reorientacji  polityki gospodarczej. Nadal posiada bowiem możliwości prowadzenia polityki regulacyjnej i różnorakich form  wspierania rodzimej przedsiębiorczości, zwłaszcza dysponuje instrumentem zamówień publicznych. Ten zwrot wymaga zasadniczego odejścia od modelu polityki symbolizowanej nazwiskiem Leszka Balcerowicza i oparcia polityki gospodarczej na paradygmacie patriotyzmu gospodarczego. I rzeczywiście odchodzenie od tego modelu miało miejsce także w przeszłości. Ale były to korekty bardzo nieśmiałe i zdecydowanie niewystarczające. Do tej pory w polskiej polityce gospodarczej dominuje bowiem dziedzictwo Balcerowicza. Utrzymanie tej polityki jest także w pewnym zakresie zasługą  Jarosława Kaczyńskiego, współtwórcy rządu Mazowieckiego  i współtwórcy polityki gospodarczej lat 2005-07, gdy uczynił Zytę Gilowską wyznawczynię Balcerowicza kreatorem polskiej polityki gospodarczej w okresie pierwszego rządu PIS. I niestety polityka obecnego rządu nie jest  także zasadniczym zerwaniem z tym dziedzictwem, a jedynie nieśmiałą i bardzo połowiczną korektą.

Nie ulega wątpliwości, że diagnoza polskiej gospodarki dokonana przez Morawieckiego jest zasadniczo słuszna. Ale niestety praktyka  zaprzecza deklaracjom. Sztandarowymi projektami przezwyciężenia polityki Balcerowicza miałby być przede wszystkim projekty ustaw o podatku bankowym i handlowym. Mają one oczywiście rys uderzający w przedsiębiorczość zagraniczną, bowiem handel wielkoprzestrzenny jest zdominowany przez kapitał zagraniczny, ale bankowość, po "polonizacji" PKO SA, jest już zdominowana przez kapitał rodzimy. Uchwalenie tych projektów, to przede wszystkim naśladownictwo polityki Orbana, który wyznacza agendę polityki państw środkowoeuropejskich wobec Unii Europejskiej. To przede wszystkim metoda na pozyskanie środków na politykę społeczną. Wpisuje się one w politykę realizowaną już  w przeszłości, jak na przykład, podatek od zysków kapitałowych. Dlatego trudno je uznać za jednoznaczną formę zerwania z dotychczasową polityka gospodarczą.

Także "polonizacje" PKO SA trudno uznać za nową formułę polityki gospodarczej. Bowiem mieliśmy już wcześniej do czynienia z "polonizacją" PZU. I podobnie jak w tamtym wypadku obie "polonizacje' były bardzo korzystne dla poprzednich właścicieli. Natomiast uszczelnienie systemu podatkowego jest niewątpliwie zasługą obecnego rządu, dokonaną przez poprzedniego ministra finansów, który po wykonaniu tego najważniejszego jak dotąd osiągnięcia finansowego obecnego rządu musiał się pożegnać ze swoim stanowiskiem. Natomiast polityka przemysłowa  nadal jest przede wszystkim tematem medialnych dywagacji.

Otóż rząd nadal kontynuuje zasadnicze elementy polityki, które są kontynuacją  poprzedniej polityki gospodarczej. Przede wszystkim  prowadzi politykę taniej siły roboczej poprzez niekontrolowaną imigrację przede wszystkim Ukraińców. To metoda konkurowania przede wszystkim kosztami pracy. Powstrzymywanie w ten sposób wzrostu płac, to z jednej strony ograniczanie chłonności rynku wewnętrznego , z drugiej zaś demobilizowanie konieczności wzrostu inwestycji. Spadek bezrobocia i niedobór siły roboczej zawsze jest bowiem silnym stymulatorem unowocześniania produkcji. Poziom inwestycji jest jednym z największych słabości obecnego rozwoju gospodarczego i powinien stać się zasadniczym priorytetem polityki rozwojowej. Także  "polonizacja" PKO SA spowodowała wypływ środków za granicę zamiast stymulować wzrost krajowych inwestycji.  To jeden z większych błędów obecnej ekipy rządowej.

Nadal jest prowadzona polityka wsparcia dla kapitału zagranicznego. Zarówno utrzymanie specjalnych stref ekonomicznych, jak też ostatnia decyzja wsparcia inwestycji Mercedesa pokazuje zakres kontynuacji dotychczasowej polityki budowania polskiego kapitalizmu przede wszystkim w oparciu o kapitał zagraniczny. W polityce regulacyjnej trudno dopatrzyć się zasadniczych elementów oparcia polityki na paradygmacie wspierania patriotyzmu gospodarczego. Zasadniczym zadaniem musi być wsparcie dla rodzimego handlu, który jest obecnie dobijany przez zagraniczne supermarkety. Handel, to nie tylko podstawa budowania klasy średniej, ale najszybsza metoda akumulacji kapitału. Historia gospodarcza świata nie zna przypadku rozwiniętej gospodarki bez rodzimego handlu. Dlatego to polonizacja handlu powinna być zasadniczym celem polityki państwa. Istnieje wiele metod wsparcia rodzimego handlu poprzez politykę regulacyjną. Niestety nawet projekt ustawy o wolnych niedzielach, który uderza przede wszystkim w zagraniczne sieci handlowe napotyka na zasadnicze bariery w rządzie. Także  instytucje państwowe, nie wspierają produkcji rodzimej. Przykładem tu jest np. Orlen, który  na swoich stacjach,  promuje przede wszystkim produkty firm zagranicznych działających w Polsce. Państwo poprzez telewizję publiczną jest w stanie promować patriotyzm konsumencki, jako zasadniczą dźwignię rozwoju rodzimej przedsiębiorczości, a zwłaszcza rodzimego handlu. Zamiast tego pojawiają się pomysły wykupienia upadających zagranicznych czasopism wydawanych w Polsce. To tylko pomysł, jak używając hasła "polonizacji " rynku medialnego  wspomóc zagraniczne przedsiębiorstwa medialne w  uratowaniu ich finansowego stanu posiadania.

Najbardziej uderzającym przykładem kontynuacji polityki balcerowiczowskiej było poparcie zarówno rządu jak i europarlamentarzystów PISu dla ratyfikacji układu CETA . Układ ten jest radykalnym wypełnieniem zaleceń konsensusu waszyngtońskiego z destrukcją suwerenności państw narodowych i otwarciem naszego rynku, kosztem zwłaszcza producentów rolnych. Na szczęście wszystko wskazuje, ze groźniejszy w skutkach układ TTIP, który też jest popierany przez rząd prawdopodobnie nie dojdzie do skutku. Układy te zawierają klauzule dotyczące sądów arbitrażowych, które nie tylko likwidują suwerenność państw nad międzynarodowymi korporacjami, ale ich roszczenia są zagrożeniem dla finansów naszego państwa. Rząd nawet nie ma zamiaru  usunięcia tego typu klauzul z międzynarodowych umów handlowych, zawieranych przede wszystkim w latach 90-tych. A jest to kwestia o fundamentalnym znaczeniu zarówno dla suwerenności gospodarczej naszego kraju, jaki i dla naszych finansów publicznych.

Przykładem obrony obcych interesów gospodarczych jest kwestia kredytów frankowych. Pomimo iż wyroki sądów pierwszej instancji udowodniły ich sprzeczność z polskim prawem, to rząd PISu i osobiście Jarosław Kaczyński stanęli w obronie tego niesprawiedliwego drenażu środków od polskich obywateli przez przede wszystkim przez zagraniczne banki działające w Polsce.

Podporządkowanie naszego rozwoju zagranicznym interesom widać także w stosunku do zachowania waluty narodowej. W Deklaracji Rzymskiej rząd zadeklarował prowadzenie polityki zmierzającej się do wyzbycia złotego i wprowadzenie euro. To jest ten sam tok rozumowania, który w czasie poprzednich rządów PIS doprowadził do przygotowania  projektu konstytucji, w którym usunięto  zapis o radzie polityki pieniężnej  blokującej przyjęcie euro. Dziś w deklaracjach medialnych rząd jest przeciwny rezygnacji z waluty narodowej, ale nie chce uznać istnienia złotego, jako trwałego fundamentu polskiej polityki gospodarczej.  Przyjęcie euro, byłoby  umocnieniem naszej satelickiej pozycji w Unii i wyzbycie się szans na uzyskanie podmiotowego miejsca w europejskiej gospodarce.

Rozwój polskiej gospodarki, a zwłaszcza przezwyciężenie pułapki średniego rozwoju wymaga przede wszystkim zmiany paradygmatu polityki gospodarczej. Bowiem polityka oparcia jej rozwoju w oparciu o kapitał zagraniczny nie tylko wyczerpała swoje możliwości rozwojowe, ale wobec systematycznego wypływu kapitału z Polski staje się zasadniczą barierą rozwojową. Ta sytuacja wymaga oparcia rozwoju gospodarczego o paradygmat patriotyczny i to nie w sposób retoryczny i stosując półśrodki, ale w sposób zdecydowany. Preferencje dla  rodzimych przedsiębiorstw, ułatwienia zwłaszcza dla mikroprzedsiębiorstw, polonizacja handlu, rozwój polskich ośrodków badawczych nastawionych na unowocześnienie gospodarki, bardziej zdecydowane pozyskiwanie najnowocześniejszych technologii, wreszcie narodowa kampania na rzecz patriotyzmu konsumenckiego powinny być zasadniczym wyznacznikiem polityki gospodarczej. Tym czasem mamy do czynienia tylko z nieśmiałymi próbami odwoływania się do tego paradygmatu, ale   w zasadniczych kwestiach nadal  obowiązuje polityka wypracowana przez MFW i realizowana z niewielkimi korektami od 27 lat. W przeciwieństwie do polityki rodzinnej i walki  z wyłudzaniem VATu, w polityce gospodarczej  rządy PISu nie są  zasadniczą zmianą. Zasadnicza zmiana natomiast dotyczy retoryki, której celem jest  ukrycie polityki kontynuacji. Bez zasadniczego zerwania z dotychczasową polityką, stosowane półśrodki nie doprowadzą do przezwyciężenia neokolonialnego charakteru polskiej gospodarki i do przyspieszenia tempa rozwoju. Ekstaza z jaką rządowe media przyjęły wzrost w I kwartale w wysokości 4%, pokazuje, że w sytuacji znacznie lepszej koniunktury międzynarodowej, niż w latach poprzednich, i w sytuacji wdrożenia programu 500+, wzrost PKB o 0,1% w porównaniu ze wzrostem roku 2015 uważane jest za niebywałe osiągnięcie. A tym czasem należy tą wysokość wzrostu traktować jako sygnał alarmowy, a nie powód to fetowania sukcesu. Oznacza on bowiem, że polska gospodarka, nawet w sytuacji międzynarodowej koniunktury gospodarczej i po ogromnym wzmocnieniu rynku wewnętrznego , nadal jest w stanie zagrożenia  stagnacyjnym wzrostem gospodarczym utrwalającym naszą peryferyjną pozycję. Obecną politykę gospodarczą cechują w rzeczywistości półśrodki i działania pozorne, skoncentrowane na propagandzie, a nie głębokie zmiany zdolne do nadania naszej gospodarce nowego impulsu rozwojowego. Dotychczasowa polityka nie gwarantuje bowiem przezwyciężenia neokolonialnego charakteru polskiej gospodarki, a bez jej przezwyciężenia nie mamy szans na wyrównanie naszego poziomu gospodarczego z naszymi zachodnimi sąsiadami.

 

 

Marian Piłka

 

Historyk, wiceprezes Prawicy Rzeczypospolitej