Biorę na ręce i już kocham
– Każdemu prowadzę zeszycik – nazywam go księgą życia – w którym zapisuję wszystko od początku. Jak się dziecko wychowywało, jak jadło. Po kolei opisuję etapy rozwoju – kiedy wyszły ząbki, kiedy przeszło choroby. Księgę daję rodzicom razem z ulubionymi zabawkami dziecka – mówi Brygida Mazgaj, prowadząca pogotowie opiekuńcze.
Wiem, że moja rola w życiu tych dzieci jest chwilowa. Jedno dziecko było u mnie tylko na weekend. Najczęściej jest to kilka miesięcy. Gdy przychodzą rodzice adopcyjni, to czuję, że właśnie zaczyna się nowy etap w życiu tego dziecka i mogę się z nim ze spokojem rozstać. To są cudne i pełne miłości chwile, kiedy mama i tata adopcyjni po raz pierwszy biorą swoje dziecko w ramiona. Dziecko, na które czekali nie dziewięć miesięcy, ale bardzo często kilka lat. Rodzice adopcyjni przyjeżdżają codziennie przez kilka tygodni. Na początku maluszek jest u mnie na kolanach, a oni tylko patrzą. Potem już chodzę naokoło albo siedzę w innym pokoju, żeby dziecko było z nimi. Żeby ich więź była na tyle mocna, że gdy dziecko pójdzie do nowego domu, to wszystko będzie inne, ale rodzice już będą swoi.
Całość artykułu znajduje się pod linkiem https://pro-life.pl/biore-na-rece-i-juz-kocham/

