„Co możesz zrobić, aby promować pokój na świecie? Idź do domu i kochaj swoją rodzinę” - Matka Teresa
czwartek, 16 kwietnia 2026 Kseni, Cecylii, Bernardety

Polityka narodowa, czy polityka partyjna

Polityka demograficzna, to przykład, jak interesy partyjne dominują nad interesem narodowym. Bo z kryzysem demograficznym mamy już do czynienia już od początku lat 90-tych, gdy pokolenie dzieci przestało odtwarzać pokolenie rodziców. Kryzys demograficzny wyrażający się w spadku urodzeń poniżej stępowalności pokoleń, to zagrożenie  narodu u samych jego podstaw. Zagraża bowiem powolnemu jego  wymieraniu. A wcześniej spadek urodzeń i starzenie się społeczeństwa prowadzi do zahamowania rozwoju gospodarczego z groźbą trwałej recesji, załamania się systemu emerytalnego niezdolnego do utrzymania na godziwym poziomie wzrastającej rzeszy emerytów, spadku znaczenia naszego narodu na płaszczyźnie międzynarodowej i zagrożeniu naszego bezpieczeństwa. Kryzys demograficzny, to perspektywa trwałej degradacji naszego narodu.

Dlatego musi dziwić fakt, że ten stale pogłębiający się kryzys nie stał się kluczowym problemem w polskiej polityce. I choć na jego konsekwencje zwracano uwagę już od ponad dwudziestu lat, to przez czynniki decyzyjne był  ignorowany. Przykładem tu jest blokowanie polityki prorodzinnej w okresie rządów AWS przez wicepremiera Leszka Balcerowicza, czy wyrzucenie do kosza w 2005 roku projektu 500+, zawartego w ówczesnym programie wyborczym PISu,  przez Jarosława Kaczyńskiego. Także przykładem jest głosowanie PISu w 2007 roku  przeciwko projektowi tzw dużej ulgi podatkowej na dzieci. Nie znaczy że nie były podejmowane żadne w tej kwestii działania. Wydłużono  urlopy macierzyńskie o dwa tygodnie przez pierwszy rząd PISu, czy z pewne projekty prorodzinne podejmowane przez rząd PO. Były to jednak  działania w znacznej mierze pozorne, obliczone przede wszystkim na efekt wyborczy, a nie na przezwyciężenie kryzysu demograficznego.

Gra o przyszłość

czytaj więcej >>

Dlatego  wprowadzenie w 2017 roku projektu 500+ zostało powitane  jako działanie, które ma na celu rzeczywiste zmierzenie się z wyzwaniem jakim jest katastrofa demograficzna. Program ten bowiem wprowadził rzeczywistą i odczuwalną poprawę sytuacji materialnej dla rodzin posiadających dzieci. Nie ulega wątpliwości że przyczynił się on do wyraźnego ograniczenia biedy w rodzinach, zwłaszcza wielodzietnych i tym samym zapewnił trwałe poparcie dla obecnego rządu w liczących się grupach społecznych. Otóż podejrzenie, że działanie rządu jest motywowane nie chęcią przezwyciężenia katastrofy demograficznej a przede wszystkim "kupieniem' sobie poparcia społecznego znalazło wyraz w wielu wystąpieniach publicystycznych i politycznych. Tak też ten zarzut sformułował Paweł Kukiz, który stwierdził, że rząd za pieniądze podatników "kupił" sobie poparcie społeczne.

Otóż rzecz nie w tym, że ten program działa na korzyść partii rządzącej. Jest bowiem oczywiste, że dobre rządy powinny zawsze spotykać się z pozytywną reakcja społeczną, tak jak złe rządy powinna spotykać się z potępieniem. Problem w tym, czy wprowadzana polityka prorodzinna ma rozwiązać istniejące problemy, czy też  jej rzeczywistym celem jest uzyskanie poparcia wyborczego, a katastrofa demograficzna jest tylko pretekstem do określonych działań. I problem nie jest wcale teoretyczny. Bowiem wprowadzenie 500+ spowodowało wyraźny i prawdopodobnie trwały wzrost poparcia dla partii rządzącej, natomiast nie rozwiązało problemu samej katastrofy demograficznej.  Wprowadzenie tego programu spowodowało wzrost urodzeń, zwłaszcza drugich i następnych, co samo w sobie jest pozytywnym zjawiskiem, ale ten wzrost jest zdecydowanie niewystarczający aby przełamać istniejący stan w polskiej demografii. Bowiem w roku ubiegłym nastąpił wzrost urodzeń o około 20tyś w porównaniu z rokiem poprzednim. To jest wyraźnie mniej niż  w 2008 roku  po wprowadzeniu rok wcześniej tzw. dużej ulgi podatkowej na dzieci, którą, o tym trzeba pamiętać nie były objęte wszystkie dzieci. Aby pokolenie dzieci otworzyło pokolenie rodziców poziom urodzeń powinien być na poziomie 580tyś. a w roku ubiegłym urodziło się tylko 403tyś. Ta sytuacja powinna być czynnikiem , który powinien doprowadzić do podjęcia kolejnych działań mających na celu wzrost urodzeń.

Głowna barierą urodzeń , jak na to wskazują badania, jest bariera ekonomiczna. Bowiem poziom biedy, generalnie rośnie wraz z ilością dzieci, dlatego podstawowym celem polityki demograficznej jest zlikwidowanie tej bariery. Nie jest to bariera jedyna, bo istnieje także bariera kulturowa, ale zlikwidowanie bariery ekonomicznej spowodowałoby znacznie większy wzrost urodzeń w porównaniu z obecnym poziomem. Otóż to wymaga polityki kompleksowej skoncentrowanej    przede wszystkim na wsparciu rodzin z przynajmniej trójką dzieci. Bez upowszechnienia modelu rodziny wielodzietnej nie uda się przezwyciężyć obecnego kryzysu. Dlatego koncentracja pomocy materialnej powinna obejmować przede wszystkim rodziny rozwojowe z trójka i większą ilością dzieci. Tym czasem program 500+, wbrew ogłaszanym założeniom,  nie ma takiego charakteru. Około 27% wszystkich nakładów idzie bowiem na jedynaków, a jedynie około12% idzie na dzieci z rodzin z trójką i więcej  dzieci. Takie rozwiązanie jest spowodowane przede wszystkim względami wyborczymi, bo głosujących rodziców jedynaków jest znacznie więcej niż rodziców w rodzinach wielodzietnych. Po za tym każda rodzina pragnie posiadać choć jedno dziecko, dlatego ich wsparcie nie przynosi żadnego efektu demograficznego. Natomiast wsparcie rodzin rozwojowych może przyczynić się do wzrostu urodzeń. Dlatego zasadniczym zadaniem polityki prorodzinnej jest wzrost wsparcia  na trzecie i następne dziecko. Wprowadzenie 1000+ na trzecie i następne dziecko byłoby istotną likwidacją bariery ekonomicznej jeżeli chodzi o posiadanie więcej niż dwoje dzieci i mogłoby przyczynić się i do wzrostu urodzeń i do upowszechnienia modelu rodziny wielodzietnej, zasadniczej dla przezwyciężenia katastrofy demograficznej. Przy obecnym poziomie urodzeń byłoby to wzrost wydatków w  około 2,8mldzłotych, a zatem  nieporównywalnie mniej niż wsparcie dla jedynaków. Wprowadzenie takiej pomocy, to uznanie, ze nie polityka partyjna, a interes narodowy jest zasadniczym celem polityki rządu.

Wprowadzenie koncepcji 1000+ dla trzeciego i następnego dziecka jest dziś najbardziej pilnym zadaniem w przezwyciężeniu katastrofy demograficznej. Jej wprowadzenie nie przyniesie specjalnie rządowi nowych głosów, bo on już i tak ma głosy rodzin wielodzietnych, ale przyczyni się do wyraźnego wzrostu rodzeń, co ma podstawowe znaczenie dla przyszłości naszego narodu.

Otóż partyjny charakter polityki rządu najlepiej pokazuje propozycja najniższej emerytury dla matek z czwórką dzieci. Jestem zdecydowanym zwolennikiem tej koncepcji, bowiem w swoich artykułach ją jako pierwszy sformułowałem. Ale ta propozycja została zgłoszona w sytuacji, gdy po aferze z rządowymi premiami rządząca partia znalazła się w kryzysie zagrażającym jej spadkiem poparcia społecznego. Dlatego rząd szukał takich działań, które pozwolą zażegnać ten kryzys. Jednym z tych działań było sięgnięcie po mój pomysł przyznania matkom z czwórką dzieci najniższej emerytury. Otóż jest to ważna deklaracja, ale niewystarczająca. Skuteczna polityka powinna mieć charakter kompleksowy i nie powinna być tylko refleksem  sytuacji wyborczych. W przezwyciężeniu kryzysu pierwszym działaniem powinny być projekty, które spowodują większą skłonność rodziców do posiadania przynajmniej trójki dzieci. Stąd pomysł 1000+. A dopiero w kolejności te które przyczynią się do wzrostu urodzeń czwartych i następnych.  Nie mniej dobrze się stało że wybuch kryzys z rządowymi premiami, spowodował, że PIS wrócił do polityki prorodzinnej  i przynajmniej jeden z jej elementów zostanie wdrożony. Trzeba pamiętać, że nie spowoduje to nadmiernych kosztów budżetowych, bo zdecydowana większość matek posiadających czwórkę dzieci pracowała, tylko najczęściej nie ma wypracowanych lat do osiągnięcia najniższej emerytury. Dlatego też jest ważne, aby przy okazji prac nad projektem wprowadzenia tej emerytury zgłosić poprawkę dotyczącą wprowadzenia także średniej emerytury dla matek z piątka dzieci. Bo nie jest sprawiedliwe, żeby matki, które wychowały więcej dzieci nie korzystały z pracy swoich dzieci, gdy będą dorosłe. I trzeba czekać na kolejny kryzys zaufania do PIS aby wymusić wprowadzenie koncepcji 1000+dla trzech i następnych dzieci. Szkoda tylko że dopiero kryzys zaufania uruchamia w PIS mechanizm sięgania po mechanizmy polityki prorodzinnej.

Polexit

czytaj więcej >>

Kwestia polityki demograficznej ma fundamentalne  znaczenie. Dziś bowiem  9,2 mln emerytów utrzymuje 16,5pracowników. W 2050 roku liczba emerytów wzrośnie do 12,6 mln i prawie się zrówna z liczbą pracowników(12,7mln). Oznacza to że relacja emerytury w stosunku do płacy spadnie z 55% w 2016 roku do poziomu 26% w 2060 roku. A to oznacza, że zdecydowana większość emerytów będzie posiadała emerytury głodowe, bo nie będzie komu pracować na te emerytury. Dlatego szybkie wprowadzenie kompleksowej polityki demograficznej może przyszłości złagodzić wiele problemów wynikających z katastrofy demograficznej, Nie unikniemy wszystkich jej skutków, ale można zminimalizować ich negatywny wpływ na sytuację naszego kraju. Dlatego dziś inwestycja w politykę prorodzinną oznacza  nie tylko ochronę poziomu życia wszystkich przyszłych emerytów, ale także zmniejszy negatywny wpływ na rozwój gospodarki, czy zminimalizuje degradację naszego kraju na arenie międzynarodowej.  I dlatego należy jak najszybciej politykę demograficzną wyzwolić spod interesów partyjnych i uczynić ją priorytetem w polityce narodowej.

Marian Piłka

 

Historyk, wiceprezes Prawicy Rzeczypospolitej